Rowerem Przez Canning Stock Route – Ekwipunek

Canning Stock Route (CSR) to najdłuższy i prawdopodobnie najtrudniejszy szlak poprowadzony na Ziemi. Rozpościera się na szerokości przekraczającej 1800 kilometrów pomiędzy miastami Halls Creek i Wiluna w Australii Zachodniej. Przecina cztery pustynie prowadząc przez ponad 900 piaszczystych wydm. Z wytyczonych przez Alfreda Canninga 51 historycznych studni działa zaledwie kilka. Przejechanie go rowerem jest… trudne. Niezawodny sprzęt na takiej wyprawie to kwestia życia i śmierci. Awaria = poważne tarapaty, z których musisz wydostać się sam.

Wpis jest dosyć wyczerpujący, jeśli nie jesteś maniakiem ekwipunku turystycznego i patentów wyprawowych – lepiej odpuść!

Prócz wszelkich trudności związanych z wysiłkiem fizycznym i dużym obciążeniem psychicznym rowerowy trawers CSR to bardzo skomplikowana logistyka. Jeśli weźmiesz zbyt mało jedzenia – nie dotrzesz do celu. Jeśli weźmiesz go zbyt dużo, albo twój ekwipunek będzie ważył zbyt wiele – ugrzęźniesz w piachu, i nie pomogą Ci nawet olbrzymie czterocalowe opony w jakie zaopatrzony jest twój rower. Nie jestem jednak wagowym maniakiem – dobry sprzęt, to taki, który długo służy a w wypadku awarii możemy go sami naprawić. Nie jest tani, ale kto z nas zwróci uwagę na cenę, gdy zależy od niego nasze życie?

Spakowałem absolutne minimum pozwalające mi przeżyć w tym ekstremalnie niegościnnym miejscu. Począwszy od ubrań przez elektronikę po biwak. Wszystko było starannie przemyślane – bazowałem na naszej ubiegłorocznej próbie, która zakończyła się niepowodzeniem oraz na potężnym doświadczeniu, które zyskaliśmy w trakcie dziewiętnastomiesięcznego rowerowego trawersu najdłuższego (i najwspanialszego) pasma górskiego na świecie – Andów.

Całkowita lista ekwipunku zamieszczona jest poniżej. Starałem się by opisy sprzętu były obiektywne. W trakcie organizacji wyprawy w sprzęt zaopatrzyła mnie marka The North Face. Sakwy na ramę specjalnie dla mnie uszył Scott Felter produkujący sprzęt pod nazwą Porcelain Rocket. Aparat na wyprawę wypożyczyła mi firma Canon. Kilkanaście liofilizatów przekazała firma Lyo Food. Dlaczego o tym piszę? Bo nie cierpię ukrytego lokowania produktów. Wykładam wszystko na tacy – śmiało korzystajcie z moich doświadczeń.

Odzież:

Koszula The North Face New Sequoia Shirt

Koszulka Icebreaker Tech T Lite

Bluza Icebreaker Tech Top

Kurtka The North Face Verto Storm Jacket

Kurtka Puchowa The North Face Catalyst Micro Jacket

Spodnie The North Face Meridian Convertible Pant

Getry Icebreaker Apex Leggins

 

Biwak:

Namiot The North Face Mica 1 + tytanowe szpilki Hilleberg

Śpiwór The North Face Hightail 3S

Karimata Therm-A-Rest Z-Lite

Worek na śpiwór / Poduszka Therm-A-Rest

Garnek Billy

Gaz Primus

Łyżka Sea To Summit Alpha Light Long Spoon

Kuchenka MSR Pocket Rocket

2 zapalniczki + zapałki

 

Elektronika:

Zegarek Suunto Core

Aparat Canon G15 + 2 baterie

Telefon Satelitarny Thuraya SO2510 + 3 baterie + ładowarka

Ładowarka uniwersalna Pixo C-USB + kabel USB-miniUSB

Latarka Petzl + kabel microUSB

Latarka awaryjna Petzl E+Lite + zapasowe baterie

Ipod Classic + kabel Apple + słuchawki

Panel Solarny Brunton Solaris 12 + kabel z gniazdem samochodowym

GPS Garmin 62ST + dodatkowe baterie + uchwyt rowerowy

Statyw Manfrotto

Gruszka do czyszczenia optyki + ściereczka do obiektywu

 

Rower:

Rower Surly NeckRomancer Pug zmodyfikowany

Przyczepa Extrawheel z uchwytem Pugsley – prototyp

Sakwy Ortlieb BackRoller Plus x2 zmodyfikowane

Sakwy Ortlieb FrontRoller Plus zmodyfikowane

Torba Ortlieb Rack Pack

Torba na kierownicę Porcelain Rocket Bar Bag – uszyta na miarę

Torba na ramę Porcelain Rocket Frame Bag – uszyta na miarę

Narzędzia i części zapasowe

Troki Sea To Summit Accesory Straps with Hook

Linka (repsznur) kevlarowa Lanex 12m

 

Inne:

Torba The North Face Duffel Bag XL

Worek wodoodporny Therm-A-Rest Simply Dry Sack

Multitool Leatherman Charge TTI

Okulary Julbo Explorer

Skrzynka Peli 1030

Filtr do wody MSR Miniworks EX

Worki na wodę MSR Dromedary 10l x4

Butelka Nalgene Everyday 1l + rurka camelbag Source

Apteczka Ortlieb First Aid

Mapnik Ortlieb + mapa CSR

Moskitiera na głowę Sea To Summit Nano

Wiaderko Sea To Summit Folding Bucket

Notes + 2 ołówki

Torebki Ziploc

Papier Toaletowy + wilgotne chusteczki

ODZIEŻ

Australijski busz to temperatury sięgające 49 stopni Celsjusza w ciągu dnia i spadające do 4 stopni w ciągu nocy. Gdy dzienna amplituda temperatur przekracza 45 stopni wybranie odpowiedniego wyboru staje się poważnym wyzwaniem. Zabrałem ze sobą absolutne minimum, przynajmniej tak mi się wydawało. Doświadczenie pokazuje jednak, że nie wszystko było konieczne. Pierwszy raz wyciąłem z odzieży metki – nie dlatego by była lżejsza. Chciałem uniknąć sytuacji, w której coś uwiera, jest niewygodne. Odzież musiała być funkcjonalna i lekka. Zabrałem jedną parę spodni z szybkoschnącej tkaniny syntetycznej, koszulkę, getry, bokserki i bluzę z wełny merynosów, kurtkę membranową która po zwinięciu się do własnej kieszeni jest wielkości jabłka i sweter puchowy. Do tego wełniany Buff i lekka czapka z daszkiem.

Koszula The North Face New Sequoia Shirt

Jest lekka. Ok – umówmy się – wszystko co wybrałem jest lekkie. Wykonana z bardzo szybko schnącego materiału QuickDry (100% nylon ripstop). Najważniejsze było dla mnie to, że była prosta w utrzymaniu. Po kilku godzinach jazdy była sztywna od wyparowanej soli, ale wystarczyło ją przepłukać w wodzie i znów był miękka i przyjemna w dotyku. Na plecach znajdują się panele wentylacyjne z siatki, ale przy tak wysokich temperaturach docenia się bardziej możliwości rozpięcia jej z przodu. Rękawy są podwijane – mają wszytą dodatkową taśmę do ich przymocowania – mój ulubiony patent we wszystkich modelach koszul dla podróżników. Jednak jedną z jej największych zalet jest delikatnie usztywniony kołnierz – można go postawić na sztorc, dzięki czemu chroni kark przed spaleniem. Obawiałem się trochę ciemnego koloru – niepotrzebnie. Rękawy są dla mnie trochę za krótkie (tułów jest ok). Początkowo chciałem ją zwęzić u krawcowej, ale z biegiem czasu porzuciłem ten plan, i dobrze! Luźny krój nie krępował ruchów i pozwalał na dobra wentylację. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

11

Było wszystko: krew, pot i łzy

Koszulka Icebreaker Tech T Lite

Odzież wykonana z wełny merynosów jest idealna na taką wyprawę – nie chłonie zapachów, a raczej chłonie je wolniej niż tkaniny syntetyczne. Lekki t-shirt Icebreakera sprawdził się doskonale – chronił przed słońcem i nie wysychał zbyt szybko. Na pustyni sytuacja, w której twoja odzież natychmiast wysycha nie jest zbyt pożądana – bo zwiększa zapotrzebowanie na chłodzenie organizmu (pot) tym samym przyspieszając odwodnienie. Wiedzieliście? Niestety jak wszystkie produkty Icebreakera słabo radzi sobie z promieniowaniem UV – plecy całkowicie straciły kolor, który z intensywnie czerwonego stał się jasnoróżowy. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Bluza Icebreaker Tech Top

Bluzę wykorzystywałem przy ognisku i w trakcie pierwszej godziny jazdy – często przed wschodem słońca. Wykonana z wełny merynosów o gramaturze 260 gramów. Polubiłem ją ale ze względu na jej sporą wagę i sweter puchowy, który także spełniał jej funkcję następnym razem zostawiłbym ją w domu. Czy zabrałbym ją ponownie: NIE

Kurtka The North Face Verto Storm Jacket

Gdy dostałem paczkę od TNF nie mogłem uwierzyć w to co widzę – pierwszy raz zetknąłem się z pełni funkcjonalną kurtką przeciwdeszczową o takich wymiarach po spakowaniu i tak niskiej wadze (210 gramów dla rozmiaru M). Wyposażona w membranę HyVent 2,5L posiada dodatkowo podklejone szwy. Pakuje się do specjalnego woreczka wszytego w jedną z dwóch kieszeni. Pozbawiona jest jakiekolwiek regulacji (dołu i kaptura) trzeba ją zatem dobrze dobrać rozmiarowo. Niestety rękawy są dosyć szerokie w stosunku do tułowia. Nie używałem jej zbyt wiele, głównie ze względu na wiatr. Niemniej jednak po ubiegłorocznych doświadczeniach cieszyłem się, że mam ją w sakwie. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

 Kurtka Puchowa The North Face Catalyst Micro Jacket

To jedna z moich ulubionych rzeczy – lekki sweter puchowy (436 gramów) z bardzo dobrze dopasowanym krojem. W nocy służył za poduszkę, ubierany gdy dzwonił budzik – zawsze o 4:20, a ściągany dopiero po spakowaniu biwaku tuż przed wschodem słońca. Wypełniony hydrofobowym puchem 800cui (70 gramów puchu). Podobał mi się w niej świetnie dopasowany krój, lekkie elastyczne panele pod pachami (czyli w miejscu gdzie pocimy się najbardziej intensywnie) oraz ściągacze mankietów. Zamiast rozciągliwej lamówki (która parcieje z czasem) zastosowano gumkę wewnątrz rękawa – bardzo dobry patent. Dzięki kapturowi mogłem zrezygnować z dodatkowej ciepłej czapki. Jakkolwiek próbowałbym znaleźć jakąś wadę to mi się to nie udaje. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

6

 Kurtka puchowa na pustyni? Koniecznie!

Spodnie The North Face Meridian Convertible Pant

Te spodnie przejechały ze mną ponad 13 tysięcy kilometrów rowerem przez Andy. To, że zabrałem je ze sobą do Australii samo w sobie powinno wystarczyć za rekomendację. W Peru w ciągu 1,5 szwaczka na jednym z mercados (targów) poprawiła mi ich krój z szerokiego i raczej nienajlepszego na perfekcyjny! Na tyłku miały już załatane jakieś dziury, dodatkową zyskały na prawym kolanie w trakcie przygotowywania drewna na ognisko w buszu. To były jedyne spodnie jakie miałem ze sobą – schły bardzo szybko, od soli robiły się sztywne jak by były wykrochmalone, ale wystarczyło je przepłukać w wodzie i ponownie były miękkie. Pustynny pył wgryzł się w materiał do tego stopnia, że wymagały dwukrotnego prania z bardzo dużą ilością w proszku. Za co je lubię? Za sekretną kieszeń na paszport (zawsze używałem jej w dużych miastach Ameryki Południowej), wyprofilowane kolana i… sznurek w pasie, dzięki któremu nie muszę zabierać paska. Gdy wyprawę kończysz o 16 kg lżejszy sznurek jest tym co naprawdę zdaje egzamin. Pod koniec szlaku obiecałem sobie, ze je wywalę. Odsłużyły swoje. Niestety, nie umiem. Mam je nadal. Czy zabrałbym je ponownie: TAK (pod warunkiem poprawienia kroju)

10

 Sposób na dziury w odzieży? Łatki rowerowe!

4

 Niestety rowerowa łata Park Tool wytrzymała w tej temperaturze kilka minut. Pozostała ręczna robota!

Getry Icebreaker Apex Leggins

Getry z merino zabrałem z tego powodu, ze południowa część szlaku 9powiedzmy ostatnie 600km) bywa chłodniejsza. Coś jednak poszło nie tak. Przy studni numer 6, jakieś 300km od końca szlaku mój zegarek odnotował temperaturę +49 stopni. Getrów używałem tylko wówczas gdy wyprane spodnie schły rozwieszone w nocy. Niestety wełna merynosów nie jest najlepszym pomysłem na getry do jazdy rowerem. Gdy jest wilgotna bardzo łatwo zrobić w niej dziury. Ten materiał tak ma. Czy zabrałbym je ponownie: NIE (ale nie mogłem wiedzieć, że ten rok będzie tak ekstremalnie gorący)

Bokserki Icebreaker Oasis

Wygodne, wolno chłoną zapachy. Idealny wybór. To są po prostu gacie – chyba nie muszę więcej pisać? Czy zabrałbym je ponownie: TAK

Bokserki Icebreaker Anatomica

Wygodne, wolno chłoną zapachy. Idealny wybór. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

 Skarpety Icebreaker City x2

Zależało mi na cienkich skarpetach z wełny. W sklepie była promocja więc je kupiłem. Nie żałuję. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

Czapka The North Face Horizon

Ulubiona. Ja w ogóle lubię czapki. Szybko schnie. Nieźle radzi sobie jako prowizoryczny kubek przy studni. Bardzo dobrze chroni przed UV. Nie traci koloru. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

 Chustka Buff Merino

Dłuższa niż tradycyjne buffy chustka wykonana z wełny merynosów. Chroniła przed słońcem, a po awarii filtra do wody przejęła jego rolę. Niemal jej nie zdejmowałem, nawet w nocy. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Buty Scarpa Cinque Terre

W ubiegłym roku mieliśmy ze sobą sandały. Efekt? Co wieczór wyjmowaliśmy kombinerkami ze stóp niewielkie odłamki ostrej jak igły trawy spinifex. W tym roku obiecałem sobie zabrać buty. Tego modelu używam od 2008 roku. Niestety po 3 latach pękła mu podeszwa vibram. Tuż przed Canningiem kupiłem je ponownie. Są dosyć lekkie, ekstremalnie przewiewne, dosyć sztywne – po prostu świetnie mi się w nich jeździ na rowerze. Łatwo można je dopasować do stopy dzięki sznurowaniu sięgającemu palców, ot klasyczne, może trochę oldschoolowe podejściówki kultowej firmy. Tradycyjnie po około miesiącu używania wytarły się zapiętki (pomimo perfekcyjnie dobranego rozmiaru!). Dosyć drogie jak na niskie buty, ale obawiam się, że będę je chciał kupić po raz kolejny. I kolejny. Przetrwały piaszczyste wydmy, brodzenie w słonej rzece, brodzenie w słodkiej wodzie, tylko pomarańczowy pył sponiewierał je wizualnie. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

21

 Sprawdzone buty to podstawa!

Rękawiczki rowerowe BBB

Rozmowa w sklepie:

A może zdecyduje się Pan na jakiś lepszy model? Mam tutaj takie wypełnione żelem – świetna amortyzacja! – sprzedawca nie wyczuł o co chodzi

Nie poproszę te najprostsze z gąbką i najtańsze. Za miesiąc i tak je wyrzucę!

?!?!

Tak też zrobiłem. Najtańsze rękawiczki wypełnione gąbką przetrwały Canninga z dziurami niemal na wylot. Niestety najtańsze BBB nie znaczy tanie. Nie miały krzykliwych napisów, więc były ok. Szybko schły. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

BIWAK

Podstawą jest namiot – musi być mocny, ale jednocześnie jak najlżejszy i śpiwór – ciepły i pakowny. W przypadku tych dwóch elementów nie ma miejsca na kompromisy. W Andach używaliśmy z Agą materaców samopompujących i spisały się wzorowo. W buszu jednak wszystko kłuje. Wszystko! Po raz drugi zabrałem składaną karimatę, dla której 2 wizyty na Canningu okazały się kresem jej wytrzymałości. Najwspanialszy moment w australijskim outbacku jest wtedy gdy zmęczony do granic możliwości zasiadasz przed ogniskiem – jego ciepło fantastycznie uzupełnia chłód nocy i rozświetlony milionami gwiazd nieboskłon południowej półkuli. Chyba każdy, kto tego doświadczył zgodzi się ze mną. Około 70% wieczorów spędziłem przy ogniu, dzięki któremu przyrządzałem posiłek i uzdatniałem wodę. Niestety w pozostałych 30% przypadków byłem zbyt wyczerpany by je przygotować. W tedy z pomocą przychodził mi kartusz z gazem i niewielka kuchenka. Kartusz (duży) wystarczył na całą wyprawę.

Namiot The North Face Mica 1 + tytanowe szpilki Hilleberg

Gdy go po raz pierwszy rozbiłem zrobiło mi się nieswojo – ten namiot to absolutny minimalizm także w kwestii miejsca w środku. Z moimi gabarytami (2 metry wzrostu) mieściłem się w nim w sam raz – wysokość pozwala na komfortowe siedzenie pośrodku. Zdecydowanie zasługuje na długi opis, dlatego potraktujcie to jako zajawkę, resztę napisze w dziale testy ekwipunku. Producent deklaruje, że to konstrukcja samonośna – to nie jest jednak prawdą. Z jednej strony pałąk jest pojedynczy przez co namiot wymaga przyszpilenia co najmniej 2 rogów. Dla mnie namiot wolnostojący to taki który postawisz na asfalcie i… gotowe – nic nie trzeba przyszpilać i odciągać. Waga? 1,05kg! Jak dla mnie bomba. W ciągu tych niemal 30 nocy jedynie 2 razy użyłem tropiku – by ochronić się przed wiatrem. W trakcie pozostałych nocy okrywała mnie droga mleczna, a zamiast latarki służył mi olbrzymi księżyc w pełni. Namiot jest wyposażony w kilka świetnych patentów zapobiegających np. szybkiemu zużyciu zamków (a to zmora wszystkich namiotów). Namiot bardzo szybko się rozkłada i składa – nie stanowi to żadnego problemu dla jednej osoby. Stelaż wyprodukowany prze DAC dał radę pomimo solidnego zapiaszczenia. Ze względu na suche warunki nie jestem w stanie napisać nic o kondensacji – nigdy jednak nie musiałem go suszyć, nawet podłogi. Fabryczne szpilki i odciągi wymieniłem na te wyprodukowane przez szwedzkiego Hilleberga. Zawsze tak robię. Dysponuję najtwardszymi szpilkami z tytanu na rynku – są niezawodne. Niestety australijski busz o tym nie wie. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

14

 Mica 1 + miliony gwiazd!

20

Dysponuję najtwardszymi szpilkami z tytanu na rynku – są niezawodne. Niestety australijski busz o tym nie wie. Rzucające się w oczy pętelki ułatwiają odnalezienie wszystkich szpilek. Te zrobiłem z 1mm kevlarowego repsznura.

Śpiwór The North Face Hightail 3S

W trakcie wszystkich wypraw używałem już kilkunastu różnych śpiworów – większość puchowych (Yeti, Cumulus, Małachowski, Marmot, The North Face, Rab). Ale ten model jest nieprawdopodobny. The North Face choć produkuje wszystko od butów przez ciuchy po namioty może być moim zdaniem przykładem dla marek specjalizujących się w śpiworach – np. Raba. Jakie są największe problemy ze śpiworem puchowym? Wilgoć i słaba izolacja od spodu! Co robi TNF? Najbardziej narażone na wilgoć miejsca (stopy i kaptur) szyje z wodoodpornego Pertexu Endurance, a resztę z ultralekkiego Pertexu Quantum. Śpiwór najbardziej zgniatamy w 4 miejscach: pod piętami, tyłkiem, łopatkami i głową. Co robi TNF? Wszywa w tych miejscach dodatkowe panele z syntetyka! Bosko! Hightail 3S to trzysezonówka z komfortem -3 i extreme -28 (EN), która waży poniżej kilograma. Ja używałem długiej wersji (long) przeznaczonej dla wysokich, i pasuje jak ulał. Wszystko jest jak należy – listwa usztywniająca zamek, pętelki do suszenia, krój kaptura, który nie wymaga wszywania kołnierza termicznego i… świecąca w ciemnościach końcówka zamka błyskawicznego. Śpiwór świetnie radzi sobie z wilgocią – niemal zawsze spałem tylko pod moskitierą (gwiazdy!) Nigdy nie zmarzłem – i o to chodziło. Kilka razy zaciął mi się zamek. Bywa. Czy zabrałbym go ponownie: ZDECYDOWANIE!

17

 Dom = <2kg!

Karimata Therm-A-Rest Z-Lite

Jak już wiecie w buszu wszystko kłuje, mata do spania musi być zatem odporna na przebicia. Wybrałem karimatę Z-Lite z tego powodu, że jest lekka i bardzo szybką się składa i rozkłada – w sekundę, co przydaje się w trakcie jednogodzinnej przerwy o dwunastej w południe. Niestety nie jest zbyt wytrzymała, te wypukłości, które teoretycznie powinny lepiej izolować od klasycznej karimaty bardzo szybko się zbiły i materac zrobił się cieniutki. Pod koniec wyprawy ciąłem ją na kawałki i dowiązywałem do siodełka żeby ograniczyć uderzenia na corrugations (tarce). Po ok. 50 nocach zdecydowałem się ją wyrzucić – była zużyta. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK, choć cena za karimatę zabija (180zł!)

22

Ostatnia przysługa od Thermaresta! 

Worek na śpiwór / Poduszka Therm-A-Rest

Każdy śpiwór na wyprawy pakuję do tego worka. Po wywinięciu na drugą stronę i wypełnieniu ciuchami tworzy miłą poduszkę. Jest dwustronny – z zewnątrz sylikonizowana Cordura, od środka fleece. Pomimo kilku rozdarć w okolicy ściągacza służy mi dzielnie już kilka lat. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

 Garnek Billy

Billy to garnek stworzony przez australijskich Stockmanów – dłuższa historia, ale w skrócie napiszę, że jego pradziadkiem jest puszka po konserwie. Dostaliśmy go od o. Tomasza z Perth. Doskonały do gotowania na ogniu. W ubiegłym roku opaliłem mu ten „dzyndzel” na pokrywce. W tym roku dzielny billy dostał nowy – zrobiony z klocka hamulcowego v-brake. Spisał się doskonale – najlepszy przyjaciel w buszu. Wrócił do Polski! Czy zabrałbym go ponownie: Nie ma wyprawy w busz bez billego!

16

Billy – wersja rowerowa! 

Gaz Primus

Gaz jak gaz. Duży Primus starczył na całą trasę, i udało się go kupić za 11$. Małe kosztowały 9$! Czy zabrałbym go ponownie: TAK

Łyżka Sea To Summit Alpha Light Long Spoon

Trochę fanaberia – specjalna łyżka do liofilizatów z dużo dłuższą rączką. Bardzo lekka – wykonana z aluminium lotniczego. Sprawdza się dużo lepiej niż tytanowy spork Light My Fire, szczególnie wtedy gdy trzeba wyjeść resztki musli z dna butelki Nalgene. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Kuchenka MSR Pocket Rocket

Mam ją od wielu lat, ale zawsze była zabierana jako awaryjna dodatkowo do kuchenki wielopaliwowej. W tym roku ze względu na jej niewielkie rozmiary i wagę pojechała jako jedyna (w ubiegłym roku na CSR mieliśmy MSR Reactor). W zestawie jest bardzo dobre pudełko – pokrowiec. To klasyczny model. Nie warto komplikować czegoś co jest proste. Spisała się bez zarzutu, niestety została w Australii. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

ELEKTRONIKA

Elektronika na takiej wyprawie to jest temat rzeka i dziesiątki trudnych decyzji. Bardzo dużo zmieniłem w stosunku do ubiegłorocznej próby. Nie miałem już ze sobą dosyć ciężkiego Canona 5D Mark II z uniwersalnym obiektywem 24-105 f4L, więc możecie zapomnieć o spektakularnych zdjęciach nocnych. Zamiast tego zabrałem niewielki ale wytrzymały kompakt Canon G15. Jak co roku największe dylematy dotyczyły zasilania. Chciałem zminimalizować ilość kabli do absolutnego minimum i myślę, że udało mi się to zrobić całkiem nieźle. Niewielki Panel Bruntona był wystarczająco wydajny by ładować z niego wszystko co miałem ze sobą. Najważniejszy był telefon satelitarny. Ładowałem go przez ładowarkę z końcówką samochodową, ale w zapasie miałem też 3 baterie. Oświetlenie stanowiły 2 latarki Petzla: Tikka RXP ładowana dzięki końcówce USB marki SKROSS i krótkiemu balowi micro USB służyła za latarkę używaną w trakcie jazdy nocą – niemal zawsze naładowana leżała w sakwie „na wypadek gdy będzie naprawdę potrzebna”. Drugą latarką była niewielka E-Lite, wykorzystywana do wszelkich zajęć obozowych. Ipod ładowany był przez kabel USB. Dodatkowo miałem ze sobą uniwersalną ładowarkę PIXO C-USB, którą ładowałem akumulatory do aparatu oraz akumulatory AA do GPS. Cała ta wyprawowa elektrownia spisała się doskonale, a ilość wszystkich kabli i ładowarek udało się ograniczyć do : 4 lekkich kabli i 3 ładowarek – nieźle. Ładowanie na wyprawie to chyba niezły pomysł na wyczerpujący osobny wpis – co myślicie?

Zegarek Suunto Core

Drugi raz na Canningu i drugi raz dał radę. Niestety czujnik barometryczny ma pod spodem przez co często był zapchany kremem UV i trzeba go było prztykać igłą. Wodoodporny, pyłoszczelny – przydatny szczególnie ze względu na te funkcje: czas, czas w Polsce, termometr, barometr i budzik. Niestety w tym modelu nie można jednocześnie wyświetlić wskaźników barometru i wysokościomierza. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

5

+49

Aparat Canon G15 + 2 baterie

Jest lekki i pancerny – o to chodziło. Pomimo zapiaszczenia silnika obiektywu wytrwał bardzo dzielnie do końca. Bateria trzymała naprawdę długo. Dla kogoś kto traktuje fotografię zawodowo ograniczenia związane z kompaktami mogą być trudne do zaakceptowania. Dla mnie najtrudniejsze było ograniczenie związane z czasem naświetlania – maksymalnie 15 sekund, przez co nie zawsze udawało mi się wyciągnąć z nocnego nieboskłonu tyle gwiazd ile bym sobie życzył. Zobaczcie co z niebem nad Kilimanjaro zrobił topowy Canon 1DX, którego używałem w lutym:

kili

Przy tak zróżnicowanych poziomach oświetlenia: niebo, namioty i latarki to jest jakiś kosmos! No ale wróćmy do G15. Obiektyw dosyć jasny dawał radę nawet przy niewielkich czułościach (ISO80). Szczęśliwie rzadko kiedy brakowało mi światła stąd zdjęcia wychodziły bardzo dobrej jakości (szumy), nasycone i kontrastowe. Nieco gorzej było z pracą pod słońce. Możliwość fotografowania w RAW to podstawa – i to także zapewnia ten aparat. Kilkanaście funkcji samowyzwalacza sprawdza się doskonale gdy jesteś samotnym rowerzystą i od pięciu dni nie widziałeś żywej duszy. Bez problemu obsługiwał bardzo duże karty SD, 32GB. Nigdy więcej na tak wymagającą wyprawę nie zabiorę lustrzanki, ani nawet modnych ostatni mikro cztery trzecie. Zresztą – sami oceńcie to jak wyglądają te fotografie. Pasek firmowy zamieniłem na lekki repsznur. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

Telefon Satelitarny Thuraya SO2510 + 3 baterie + ładowarka

Wypożyczony w TS2 w Warszawie już po raz drugi. Zaletą telefonu jest to że szybko łapie sieć, zaletą wypożyczalni jest to że niemal natychmiast odpisuje na maile – a to ważne gdy satelita jest twoim jedynym kontaktem ze światem. Codziennie wysyłałem mail (sms) do Agi, z informacją, że żyję. Jeszcze. Oczywiście możecie uznać, że to taka niby izolacja od świata – w każdej chwili wybierasz numer, dzwonisz do domu i pytasz co mają na obiad. Trzeba na to spojrzeć też z drugiej strony – oczami osoby, która zostaje w domu, czeka i się martwi. To jedyny sposób na zapewnienie jej choćby iluzorycznego komfortu psychicznego. Żyjemy w czasach gdy wyprawy można przeżywać niemal na żywo z podróżnikiem. SPOT, klik „OK”, obserwujemy trasę – prawie jakbyśmy tam byli. Oczywiście zabija to jakiś mistyczny romantyzm izolacji gdzieś na końcu świata. Ale uwierzcie mi, w takim miejscu jak Canning Stock Route jeden sms dziennie jest bodźcem, który nigdy nie będzie w stanie zabić ducha przygody. Mam nadzieję, ze rozumiecie o co mi chodzi?

            Gdy dostałem od was taką ilość smsów telefon złapał potężny „zawias” i żeby go odblokować musiałem wykasować całą skrzynkę. Niektórych z nich nie udało mi się odczytać, ale dziękuję za nie. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

23

Telefon satelitarny Thuraya ze skrzynką Peli

Ładowarka uniwersalna Pixo C-USB + kabel USB-miniUSB

Uniwersalna ze względu na regulowany rozstaw ładujących bolców. Spisała się bardzo dobrze, ale to zawsze ryzyko zabierać tylko jedną ładowarkę. Ładuje dosyć wolno, i nie ważne czy z panelu solarnego czy z sicie. Baterię przed wypadnięciem z ładowarki w trakcie jazdy przez corrugations zabezpieczałem dodatkową gumką. Trudno ją kupić w Polsce, mi udało się dostać ją na niemiecki ebay dzięki pomocy Asi i Kuby.  Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Końcówka samochodowa z 2 portami USB Skross

Lekka i niezawodna – uwielbiam wszystkie przejściówki i ładowarki tej firmy. Jej dużą zaletą jest to, że posiada niewielką diodę wskazującą czy prąd płynie po kablach. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Latarka Petzl Tikka RXP + kabel microUSB

O tej latarce pisałem już tutaj. Na Canningu dała radę! Akumulator ładowany przez panel trzyma mniej więcej taki sam czas, gdy ładujemy go z sieci. Przed wyjazdem sprawdziłem to kilkukrotnie. W ubiegłym roku mieliśmy czołówki Petzla zasilane ogniwami AA/AAA i to niestety nie zdawało egzaminu – latarki trzeba było ładować niemal codziennie. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Latarka awaryjna Petzl E+Lite + zapasowe baterie

Tego maleństwa (mam nową wersję ze zwijanym sznurkiem jak w Zipce) używałem w trakcie przygotowywania ogniska, do wszystkich czynności w namiocie – w tym czytania i pisania. Miałem ze sobą olbrzymią ilość baterii zapasowych (nie przyznam się bo mi aż głupio ale jeśli ktoś z was chce kupić tanio duracelle CR2032 to pisać śmiało maila), ale nie zużyłem nawet jednego kompletu. Ta latarka waży 26 gramów! Już ten fakt predysponuje ją do tego by zawsze była w sakwach albo plecaku. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Ipod Classic + kabel Apple + słuchawki

Klasyka – muzyki słuchałem zasypiając wpatrzony w gwiazdy. Chyba nie musze nic więcej pisać? Czy zabrałbym go ponownie: TAK

Panel Solarny Brunton Solaris 12 + kabel z gniazdem samochodowym

W ubiegłym roku mieliśmy 2 razy mocniejszy model – Solaris 24. Jest skłądany i niewielki – jego moc (12W) wystarczyła w zupełności do załadowania wszystkiego co miałem ze sobą. Jest dosyć odporny na warunki zewnętrzne (kurz) ale lepiej nie troczyć go do sakw zbyt mocno. Myślę, że zabiorę go jeszcze nie raz na wyprawę – jeśli coś ładuje telefon satelitarny, aparat, gps, latarki, ipoda i co tam jeszcze przyjdzie do głowy to zdecydowanie jest tego warte. W tym roku ze względu na cięcia wagowe zrezygnowałem z power banku Bruntona, który był dla nas dużym ułatwieniem w trakcie poprzedniej próby. Ładowanie odbywało się głównie w trakcie przerwy podczas największego upału i wieczorami – panel wisiał rozwieszony na namiocie. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

7

Ładowanie odbywało się głównie w trakcie przerwy podczas największego upału i wieczorami – panel wisiał rozwieszony na namiocie.

9

Ładowanie w trakcie!

GPS Garmin 62ST + dodatkowe baterie + uchwyt rowerowy

Nie jestem specjalistą od GPS, ale już drugi raz miałem ze sobą ten model i drugi raz mnie nie zawiódł. W tym roku nie pieściłem się z nim w ogóle, co znaczy, ze nigdy nie zdejmowałem go z kierownicy roweru. Nigdy! Całe dnie i noce tkwił w jednym miejscu i ekstremalne różnice temperatur i czy wszędobylski piach nie zrobiły na nim wrażenia. Kosmos! Do tego baterie trzymały dosyć długo, rastrowa mapa hulała bez problemu, a wszystkie funkcje ułatwiały logistykę – np. na podstawie informacji o pełni księżyca mogłem zdecydować o zabieraniu mniejszej ilości wody i jeździe przez pustynie nocą. Dodatkowo świadomośc swojej lokalizacji daje choć pozorny spokój ducha. Jednym słowem GPS na Canning Stock Route nie jest konieczny ale bardzo ułatwia życie. Mały patent: do GPS dowiązałem krótką pętlę z kevlaru, którą oplatałem wokół mostka kierownicy. Dzięki temu miałem 100% pewności, że nigdzie go nie zgubię. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

IMG_1804 copy

Kokpit. Zwróćcie uwagę na linkę przy GPS.

Statyw Manfrotto Compact Light

Mój pierwszy statyw w życiu kupiony specjalnie na tę wyprawę. Dosyć lekki (1,4kg) dźwiga do 1,5kg. Dał radę, nie miałem wobec niego zbyt wielu oczekiwań. Ułatwiał robienie zdjęć nocnych, nie zapiaszczył się jakoś szczególnie, choć na nóżkach nadal pomarańczowy pył. Czy zabrałbym go ponownie: TAK

INNE

A teraz akcesoria. Takie „smaczki”, które czasem wydają się pierdołami, a w gruncie rzeczy w sytuacjach podbramkowych potrafią uratować tyłek (nieraz dosłownie)

Troki Sea To Summit Accesory Straps with Hook

Ultralekkie, zastąpiły rozciągliwą gumę do troczenia torby na bagażniku. Są bardzo wytrzymałe, producent deklaruje, że radzą sobie z obciążeniem do 125 kilogramów. Używałem ich do troczenia rzeczy na bagażniku, podwieszania worków z wodą na drzewie oraz naprawy siodła. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

24

Ultralekkie troki Sea To Summit

Linka (repsznur) kevlarowa Lanex 12m

Lekka, mocna, nie nasiąka wodą – a to szczególnie ważne gdy służy jako linka do wiaderka w trakcie czerpania wody ze studni. Gdy pękło mi siodło ta linka uratowała mi skórę. Nie wiem co bym zrobił bez niej. Pękła dopiero wtedy gdy pakowałem rower przed powrotem do Polski. Wytrzymała ponad 600km. Dokładnie tyle ile powinna! Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

19

Czy zabrałbym ją ponownie? Co to jest za pytanie?!?!

Torba The North Face Duffel Bag XL

Kultowy worek na bagaże do samolotu – mocna, wyposażona w dodatkowo wzmocnione dno, 4 rączki, wewnętrzną kieszeń i co najważniejsze – szelki. Obecna w bazach wszystkich gór wysokich na całym świecie od Aconcagua po Everest. Moja ma pomarańczowy kolor co znacznie przyśpiesza odnajdywanie jej na taśmie bagażowej. Niestety pancerność trochę waży, i gdy limit bagażu w samolocie jest naprawdę napięty rozpoczynają się kompromisy. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Worek wodoodporny Therm-A-Rest Simply Dry Sack

Mam go od wielu lat, przejchał z nami całą Amerykę Południową. To jedyny w 100 szczelny worek, jaki dotychczas miałem (a sprawdzałem ich naprawdę sporo). Wykonany z mocnej sylikonizowanej cordury zamyka się poprzez rolowanie. Ma podklejone szwy. Niestety ma też już kilka dziur. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Multitool Leatherman Charge TTI

Absolutnie niezbędny. Nie jest lekki, nawet pomimo rękojeści z tytanu, niemniej jednak zdecydowanie warto go mieć. Kombinerki bardzo przydają się przy zdejmowaniu garnka z ogniska oraz przy wszelkich naprawach roweru – podobnie jak pilniki, śrubokręty (z wymiennymi bitami), nożyczki i 2 ostrza. Nie zabierałem nawet ulubionego noża Petzla, który był ze mną na wszystkich wyprawach począwszy od 2008 roku. Zdecydowanie zasługuje na długi opis. Czy zabrałbym go ponownie: TAK!

18

Okulary Julbo Explorer

Przejechały ze mną całą drogę, ale nie użyłem ich ani razu – nie lubię okularów. Dobrze chronią przed słońcem, niestety wytarły im się szkła w pokrowcu dostarczanym przez producenta. Czy zabrałbym je ponownie: NIE

Skrzynka Peli 1030

Wszystko znoszące skrzynie Peli towarzyszą nam na każdej wyprawie zabezpieczając to co jest najbardziej podatne na uszkodzenia. W tym przypadku telefon satelitarny. Chroni przed wodą, pyłem – po prostu wszystkim. W ubiegłym roku mieliśmy ze sobą duży kufer Peli z całą elektroniką. Przez ponad 5 dni leżał w przedsionku namiotu – nieraz w kałuży, bez obaw. Zniesie wszystko. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Filtr do wody MSR Miniworks EX

Krótko i na temat – padł przy studni numer 41. Ok ¾ CSR musiałem pokonać bez filtra do wody uzdatniając ją za pomocą buffa. O konsekwencjach napiszę w książce. Czy zabrałbym go ponownie: NIE

13

Działa!

12

Nie działa!

Worki na wodę MSR Dromedary 10l x4

Chyba najlepszy na rynku sposób na przewożenie wody w trakcie wypraw. Są bardzo mocne, można je podwiesić. Wymieniłem firmowe taśmy na repsznury w różnych kolorach dzięki czemu łatwiej było kontrolować stan wody (filtrowana/niefiltrowana). Posiadają 3 różne dostępy do wody, niestety pod koniec zaczęły cieknąć na gwincie dużej i małej nakrętki – skleiłem je na stałe klejem SeamGrip. Duży gwint jest taki sam jak w butelce Nalgene – pasuje do filtra Miniworks. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

2

Wymieniłem firmowe taśmy na repsznury w różnych kolorach dzięki czemu łatwiej było kontrolować stan wody

Butelka Nalgene Everyday 1l + rurka camelbag Source

System, który funkcjonuje idealnie, do czasu aż rurka zaczyna pleśnieć. Butelka jak i cały system zasługuje na osobny wpis – bo to świetny patent! Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Mapnik Ortlieb + mapa CSR

Mapnik słabo znosi promieniowanie UV – materiał żółknie i zaczyna pękać, ale jest lekki. Czy zabrałbym go ponownie: NIE

Moskitiera na głowę Sea To Summit Nano Head Net

W zeszłym roku muchy były jednym z naszych największych utrapień, do tego stopnia, że włączyliśmy je do naszej diety. W tym roku trochę mi odpuściły, użyłem jej 2 razy. Wiecie ile waży? 11 gramów. Koniec tematu. Czy zabrałbym ją ponownie: TAK

Wiaderko Sea To Summit Folding Bucket

Zastąpiło składaną miskę Ortlieba, którą mieliśmy w zeszłym roku. Po obciążeniu kamieniem wode ze studni nabiera bardzo sprawnie. Niestety nawet na równej powierzchni jest bardzo chybotliwe, przez co woda lubi się wylać. Ehhh… Czy zabrałbym je ponownie: TAK

Torebki Ziploc

Świetny sposób na zmniejszenie ilości opakowań, a co za tym idzie śmieci. Zamykają się bardzo szczelnie, ułatwiają panowanie nad żywnością. Napiszę o nich więcej we wpisie nt. żywności na Canning Stock Route. Czy zabrałbym je ponownie: TAK

Uff. Tyle. Ponad 28 tysięcy znaków bez spacji. Jeśli dobrnąłeś aż tutaj to wiesz, że zdecydowaną większość ekwipunku zabrałbym ponownie. Sprawdził się, co jest wynikiem długoletnich doświadczeń. A może masz jakiś patent, którym chcesz się podzielić?

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Australia. Bezpośredni link.

7 komentarzy na temat “Rowerem Przez Canning Stock Route – Ekwipunek

  1. Filtry MSR nie są niezawodne… to tak lekko mówiąc.

    Polecam Katadyna. Sam używam Pocketa i jestem bardzo zadowolony – solidny, metalowy. Rewelka. Znam też paru innych użytkowników (Vario i Combi) i złego słowa nie słyszałem. Fakt, że jest używany przez ONZ na misjach i różne formacje wojskowe jest wystarczającą rekomendacją. Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję testować/używać – warto.

    Ostatnio pojawiły się membranowe filtry Sawyer. Trochę zbyt dużo plastiku i folii ale jeśli będziecie i je testować to chętnie rzucę okiem.

    Strona super – tak trzymać.

    Stały czytelnik

    • Właśnie filtrów Katadyna chciałbym spróbować. One w całości wykonane są z aluminium? Najbardziej interesują mnie wszelkie gwinty i łączenia :)

      Tego Sawyera nie widziałem na żywo.

      Czas pokaże na co się przestawimy, niemniej ten filtr MSR w Ameryce Południowej sprawdził się całkiem nieźle. W Kolumbii stłukliśmy wkład, więc na CSR był niemal nowy.

      Pozdrawiamy i zachęcamy do zaglądania. Niebawem wpis o jedzeniu i rowerze.

  2. No nieźle, wygląda na to, że można znaleźć dobry blog podróżniczy wraz z opisem poszczególnych przydatnych itemków na nie. Zazdroszę wam ludzie !

  3. Nigdzie nie mogę znaleźć tego śpiwora, wszędzie niedostępny. Wielka szkoda, bo podobno był dostępny tez w wersji krótkiej, czyli dla takich małych ludzi jak ja. Czy Ten śpiwór można jeszcze gdzies dostać, choćby spod lady? Jakie śpiwory jeszcze polecacie?

    • No niestety – to jest problem marek, które co pół roku wymieniają całą kolekcję – fast fashion. Jeśli potrzebujesz śpiwora puchowego na miarę zapytaj w firmie Cumulus z Gdyni. Podobnym modelem jest też Marmot Helium. Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *