W gościnie u cioci Nory

Mieliśmy kryzys. W jednej chwili chcieliśmy jechać dalej i wracać do Polski. Ruszyć się i stać w miejscu. Nie mogliśmy się długo wyrwać z Mendozy. Po zejściu z gór spędziliśmy w tym mieście jeszcze dobry tydzień. Wyjechaliśmy nareszcie by po 2 dniach wylądować na obrzeżach San Juan w kolejnej prowincji. Było już ciemno, gdy z pomocą policji trafiliśmy na organiczną farmę – Granja Tia Nora (farma cioci Nory) gdzie spędziliśmy kolejną noc… i następne 3 tygodnie. Pracując 6 godzin dziennie w zamian za dach nad głową i jedzenie mogliśmy wywrócić wszystko do góry nogami, przemyśleć i nabrać sił. Czasem w podróży masz trudne dni, a nawet tygodnie. Mamy nadzieję, że ten okres to już przeszłość, a następne półtora tysiąca kilometrów, które przejechaliśmy w dwa tygodnie zahartują nas na kolejne trudy i R.A.D.O.Ś.C.I ! Trzymajcie kciuki. Miłego oglądania. Pozdrowienia z Salty.

Szwed Fredrik zrobił 2 strachy na wróble. Wyglądają na tyle realistycznie, że psy właścicieli przez 2 dni chodziły wokół nich nieufnie obwąchując i obszczekując

No to po kolei wybrani mieszkańcy farmy: Numer jeden – para Nandu

Krewka Gąska – syknie i pogoni każdego kto znajdzie się w okolicy. Prawdziwy herszt gęsiej bandy. Miały pecha, bo ostatni tydzień naszego pobytu na farmie spędziły w karcerze. Lubię gęsi. W dzieciństwie karmiłem je czekoladą

Żona Szipa. Płochliwa i nieufna. Zapomnij o uścisku dłoni

Szip – mój ulubieniec. Baran – pierdoła, wiecznie się w coś zaplącze, potknie i beczy na całą okolicę. O przyjaciół się dba, więc Szip każdego dnia dostawał ode mnie świeżą porcję winogron. Tęsknię za nim. Jego ulubionym zajęciem prócz żarcia jest spanie z głową pod żłobem – zawsze w gotowości.

Kot dla Asi i Wilc dla Jagny. Mortimer, jak ochrzciła go Agnieszka, zwany również Jamonem (czyt: „Hamon” – szynka) pod koniec naszej pracy na farmie okazał się kotką. Sic! Yerby nie pija – ucharakteryzowany na potrzeby fotografii

Jej nie lubię! (osioł, który mieszkał z nią w zagrodzie też nie) Łakoma, czasem agresywna – stuknięta krowa

Ale dzięki niej codziennie rano na śniadanie świeże kakao! Doją Inez z Krańcaświata i Kim z Korei

W okolicy była fiesta z udziałem koni peruwiańskich – sławne ze względu na specyficzny chód. Dla Agnieszki – miłośniczki jazdy konnej była to niezła gratka – dla Mateusza czas na drzemkę

Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze ... Ten Jeździec ma… 3 latka!

Catamarca to prowincja w północnej Argentynie naszpikowana sześciotysięcznikami. Warto tutaj

Is snowglobe my does cialis work had hate debating one.

przyjechać na górskie tournee. My tym razem podziwialiśmy je tylko z siodełka, ale kiedyś…

Koniec marca to finisz winobrania, na drodze często mijały nas ciężarówki wypakowane po brzeg winogronami. W końcu San Juan, a potem Cafayate to równie ważne regiony winne Argentyny jak Mendoza. Nam najbardziej podobało się w Cafayate – winnice, góry, mniejsza skala niż w Mendozie, jakoś bardziej autentycznie i na wyciągnięcie ręki

Jednym z najpopularniejszych szczepów winogron w San Juan jest Moscatel, w Cafayate – Torrontes. A na zdjęciu Pinot Noir

Okolice Cafayate są znane także z plantacji papryki, która jest suszona na słońcu. Karminowe dywany ozdabiają okoliczne pola i podwórka, tworząc bardzo fotogeniczne tło

Z Cafayate do Salty droga prowadzi przez malowniczy wąwóz wyżłobiony przez rzekę Colorado. Słynie z wielobarwnych i fantazyjnych form skalnych. Jedne z piękniejszych 50 kilometrów jakie przejechaliśmy w Argentynie pólnocnej

Cafayate. Prowincja Salta jest zagłębiem pięknych kościołów…

…oraz zagłębiem suwenirów z wełny. Jest tu też słynna lodziarnia serwująca lody o smaku wina. Rekomendują ją wszystkie przewodniki, nawet te jeszcze niewydane. A lody? Blee…

Przejazd przez trzy i czterotysięczne góry w stylu „na Kazika”. Tej drogi nie ma na większości map

Było ciężko ale widokowo. Już prawie 7 tysięcy nawiniętego łańcucha

A po wyjeździe na równinę – pola sorgo – jednej z głównych upraw okolicy

Do poczytania! Naszego i waszego (!)

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Argentyna. Bezpośredni link.

8 komentarzy na temat “W gościnie u cioci Nory

  1. W końcu dużo zdjęć! I to jakich:)

    Rower to genialny wynalazek,ale czasem po prostu trzeba od niego odpocząć. Mam nadzieję,że dalej będzie tylko wesoło:>

  2. „Just do it” guys! Spoko! Wszystko będzie dobrze. Robicie wspaniałą rzecz i do tego świetne fotki!.
    TAK 3MAĆ !!!
    ;-)
    Pozdro spod Gór Skalistych…

  3. Pięknie tam u was,na Końcu Świata. A co koni to nie musisz Aguś aż tak daleko wyjeżdżać. Jak już wrócisz wpadnij do mnie na hipoterapię. Może nawet trafi się młodszy jeździec od tego ze zdjęcia :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *