Kilka słów o Fatbajkach

Nie oszukujmy się – rozmiar ma znaczenie! Te dziesięć centymetrów szerokości sprawia, że główne ograniczenia, które możesz napotkać znajdują się już tylko w twojej głowie. Ta dziesiątka naprawdę robi kolosalną różnicę. Piach? Śnieg? Błoto? Nie ma sprawy. Na fatbike’u wszystko zdaje się być możliwe.

01

co to jest ten Fatbajk?

Fatbike (fatbajk) jak nazwano go w Stanach Zjednoczonych to rower wyposażony w bardzo (bardzo!) szerokie opony. Od 4 do nawet 4,8 cali. Na pierwszy i pobieżny rzut oka przypomina nawet dziwaczny motocykl. To właśnie dzięki tym monstrualnym oponom w miejscu, w którym „zwykły rower” ugrzęźnie w piachu fatbike potoczy się dalej. To trochę jak z bananami z reklamy. Tylko inaczej.

o historii słów kilka

 Historia fatbajków sięga początku lat dziewięćdziesiątych kiedy w tym samym czasie na Alasce oraz w Nowym Meksyku tworzono pierwsze prototypy tych rowerów. Zaraz, zaraz! Alaska i Nowy Meksyk? Przecież to totalne przeciwieństwa! A jednak! Łączył je podobny- niestabilny rodzaj nawierzchni. Na Alasce chodziło o kopny śnieg, który był naturalnym przeciwnikiem w trakcie cyklicznie organizowanych zawodów Iditabike (potem IditaSport). To właśnie z tego powodu Simon Rakower rozpoczął chałupnicze spawanie dwóch rowerowych obręczy oraz zszywanie ze sobą rowerowych opon. Do skrajnie różnych zastosowań służyły prototypy fatbajków po drugiej stronie kontynentu – Ray Molina posiadający firmę oferującą rowerowe wycieczki po pustyni chciał dostarczyć swoim klientom zupełnie nowych wrażeń. Obu wizjonerom przyświecał ten sam cel – rower wyposażony w monstrualnie szerokie opony dzięki, którym będzie możliwe poruszanie się w każdym terenie. Bez kompromisów. I takie też były tworzone przez nich prototypy. Kluczowym w historii fatbajków jest jednak rok 2005 kiedy amerykańska firma Surly specjalizująca się w rowerach szosowych i ostrokołowych rozpoczęła seryjną produkcję legendarnego już dziś modelu Pugsley. W taki właśnie sposób fatbajki trafiły pod strzechy nielicznych domów.

Gruby może więcej!

Na pierwszy rzut oka fatbike od zwykłego roweru różnią jedynie szerokie obręcze i opony. To prawda, ale po nieco bliższym kontakcie okazuje się, że clou programu znajduje się w szczegółach. Dzięki szerokim oponom (4 cale, czyli 2 razy więcej niż w przeciętnym rowerze górskim) i obręczom możemy poruszać się po sypkich nawierzchniach takich jak żwir, piach a nawet śnieg. W ograniczonym zakresie nawet błoto nie sprawia dużych kłopotów. Sprawę ułatwia fakt iż opony te pracują na niskim ciśnieniu (maksymalnie 2.5 bara) zamieniając się w pewnego rodzaju łazik zdolny do pokonywania najróżniejszych przeszkód. Rowery te wyposażone są w specjalnie pospawaną ramę i widelec mieszczące tak szerokie opony. Jednak by łańcuch nie ocierał o tylne koło niezbędne jest jego odsunięcie w lewo poprzez asymetryczny zaplot (szprychy poprowadzone są z jednej strony obręczy) – wymusza to zatem specjalną konstrukcję ramy , która z tyłu wygięta jest w delikatne „S”. To co jeszcze różni fatbajki od „zwykłych rowerów” to szeroka przednia piasta – 135mm, taka jak w tylnym kole oraz szersza mufa (ta część ramy do którem przykręca się korbę) o szerokości 100mm. O kilku innych szczegółach nie warto wspominać, chodzi o koncepcję: dojechać do miejsc powszechnie nieosiągalnych dla rowerów. Oczywiście gdy taki „superrower” załadujemy olbrzymią ilością wody i jedzenia świat staje się mniej kolorowy i niektóre odcinki nadal będą wymagały pchania.

02

dla kogo fatbike będzie dobrym pomysłem?

Fatbajki są świetnym pomysłem dla osób, które naturę mają dosłownie za drzwiami. Wystarczy zabrać ze sobą kilka najpotrzebniejszych drobiazgów i ruszyć na całodzienne szaleństwo w dziczy. Niemniej jednak rowery te okazały się prawdziwą rewolucją w ekstremalnych podróżach, niemal całkowicie zmieniając zasady gry. To przy wykorzystaniu roweru Surly Pugsley Jakub Postrzygacz dokonał pierwszego trawersu szlaku Canning Stock Route w Australii Zachodniej uchodzącego za najtrudniejszą drogę wytyczoną na ziemi. Inny model tej marki pozwolił na rowerowe zdobycie Bieguna Południowego (przy jednoczesnym wspomaganiu nartami). W Polskich warunkach fatbajk doskonale sprawdzi się na Pustyni Błędowskiej czy w górach – od Beskidu Niskiego po mokradła gór Izerskich.

no dobra, a ile to kosztuje?

Od czasu pojawienia się pierwszego seryjnego fatbajka na rynku mija właśnie 10 lat, niemniej dopiero od 3 sezonów światowi producenci rowerów zdecydowali się na rozszerzenie swojej oferty o te nietypowe konstrukcje. Najpopularniejsze i jednocześnie najlepsze modele produkują marki Surly i Salsa ze Stanów Zjednoczonych. Innymi producentami, którzy dostrzegają potencjał w szerokich oponach są na przykład: On-One, Trek, Specialized czy Author. Cena? Najtańsze modele kosztują około 4,5 tys. złotych. Zaopatrzone są jednak w komponenty niskiej jakości. Niestety wysokiej klasy rower z chromomolibdenową ramą to wydatek sięgający nawet 11 tysięcy złotych. Ponadto poszczególne części zamienne także nie należą do tanich. Na myśli mam tu szczególnie opony, które przez wykonanie z miękkiej, lekkiej i przyczepnej gumy dosyć szybko ulegają zużyciu.

jak się ‚na tym’ jeździ?

A jak jeździ się na fatbajku? Frajda jest niesamowita! Wszystko to na co wcześniej patrzyłeś z trwogą: krawężniki, kamienie, błoto, zaspy nagle przestaje istnieć przeistaczając się w gładką niczym niezmąconą powierzchnię. Piach wydaje się jakiś taki mniej sypki a błoto mniej grząskie. Tylko na asfalcie opór toczenia zamienia jazdę w wyzwanie przez duże W. I jeszcze jedno – nawet nie myśl o fatbajku jeśli jesteś nieśmiały! Taki rower niemal sam prowokuje do rozmów i tłumaczeń: „Jak na litość Boską zmieściłeś koła od ‘wueski’ w rowerze?!?!”

03

a jakie wy macie pomysły na podróż takim rowerem? śmiało! podzielcie się nimi!

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:

6 komentarzy na temat “Kilka słów o Fatbajkach

  1. Moje doświadczenie jest takie, że cięższy (obładowany rower) jest stabilniejszy w „sypkim”.
    Dużo lepiej klei się do piachu i nie boksuje w piaskownicy.

  2. No pewnie! Ale wszystko zależy od tego ile tej wagi dołożyliśmy. W przypadku toreb do bikepackingu nie będzie kłopotu, ale sakwy robią już wielką różnicę. Ponadto inaczej podjeżdża się pod trzydziestometrowe wydmy, a inaczej zasuwa po względnie płaskiej powierzchni. Pozdrawiam, M.

  3. takie małe spostrzeżenie po obejrzeniu kilku filmików o tym typie roweru. Jak zauważyłem na tychże ludzie pchają rower w grząskim terenie, jedynie gdzie jeżdżą to ubity mokry piasek i polany z dość krótka trawą , i płytkie strumyki. Rozumiem że reklama dzwignią handlu ale ludzie za dużo kitu to przesada. p.s. Rower fajny i planuję go złożyć , ale nie po to by jeździć i katować go po bezdrożach.

  4. Cześć!
    Po głowie snują mi się plany na przyszły rok by pokonać w Szwecji znaną trasę Bohusleden Sud. I po przeczytaniu kilku relacji z wypadów w ten rejon nasunął mi się pomysł wykorzystania grubasa. Trasa liczy sobie tylko 370 km ale jest na tyle wymagająca, że osoby, które tamtędy przedzierały się na hardtailach i fullach dały mi cenne spostrzeżenia,iż nieco szersze koła były by lepsze na ten teren. I tak głowię się nad problemem zakupu fata co lepsze Fuji Wendigo / moja ulubiona firma :) / czy droższy i lepszy, bo na stalowej ramce jakiś model Surley’a. Generalnie plan jest taki by wrócić w tamte strony z minimum ekwipunku i nie obciążać roweru jak na wyprawę dookoła globu ziemskiego. Przyszłościowo fat byłby jeszcze wykorzystywany jako sprzęt „gospodarczy” i na wypady nad nasze morze tudzież górki. Proszę o sugestie.

    Pozdrawiam,
    Piotr

    ps. a, bym zapomniał dodać, iż tacy ludzie jak Wy dodają mi skrzydeł by realizować własne marzenia. Nie wiem dokładnie kto czy Tony Halik czy ktoś inny już dawno zainfekował mnie podróżowaniem. Pałkiewicz na pewno wypalił na mnie swoje piętno :) a dalej to już perpetum mobile. Jak to było w Waszym przypadku? Pamiętacie?

  5. Cześć Piotr,

    niestety nie mamy doświadczenia z innymi fatbike niż Surly, ale szczerze powiedziawszy nie widzę też powodu by szukać innego modelu – myślę, że to najlepsza rekomendacja :) Fatbike używam tylko na wyprawach na pustynie – poza tym stoi. I kurzy się.

    Pierwsze zainteresowanie podróżowaniem pojawiło się u mnie w trakcie wertowania magazynów National Geographic i czytania książek Fiedlera – później już samo jakoś poszło. Jeśli chodzi o Agę to krążą legendy, ze ona urodziła się z butami trekkingowymi na nogach i sakwą rowerową w ręce ;)

    Pozdrawiam,

    M.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *