Fotograficzne Piątki z Canonem #7

Był 21 września 2011 roku. Datę pamiętam doskonale bo to moje imieniny, a tamte były wyjątkowe – byliśmy wyczerpani całodziennym przedzieraniem się przez piaszczyste ścieżki argentyńskiej prowincji Corrientes. Było tak gorąco, że torebki z Yerba Mate (mate cocido) zaparzały się niemal natychmiast wrzucane do bidonu z wodą – nie musieliśmy nic gotować, temperatura powietrza robiła to za nas. Zbliżał się wieczór gdy bezskutecznie próbowaliśmy wypatrzeć jakiekolwiek miejsce na pampie umożliwiające rozbicie namiotu. I gdy perspektywy wydawały się naprawdę kiepskie zobaczyliśmy Gaucho jadącego na koniu. Gauchos to południowoamerykańscy pasterze bydła, których można spotkać w Patagonii oraz na trawiastych równinach północnej Argentyny, Urugwaju, Paragwaju i południowej Brazylii. Doskonale jeżdżą konno, nie rozstają się niemal nigdy z lasso i guampą wypełnioną yerbą. Spotkanie zaowocowało zaproszeniem na estancię, gdzie mogliśmy rozbić namiot i spędzić wieczór przy ogniu czyszcząc nasze łańcuchy. Od mieszkańców farmy nauczyliśmy się słowa, które miało już na zawsze zmienić jakość naszej jazdy południowoamerykańskimi drogami. To słowo to fuera, czyli „precz” – rzucane w stronę rozwścieczonych psów biegnących za rowerem zazwyczaj zbijało je z tropu. Gaucho to twardziele z krwi i kości. Bardzo słowni. Czasem aż za bardzo! Gdy Agnieszka zapytała jednego z nich o zgodę na zrobienie jednego zdjęcia nie protestował. Aga ustawiła ekspozycję, wcisnęła spust, sprawdziła efekt, i jeszcze raz spojrzała w wizjer by poprawić kadr. Gaucho już nie było. Jedno zdjęcie to jedno zdjęcie. Basta!

Trudność wykonania fotografii, którą wam pokazujemy polegała na uchwyceniu momentu i światła. Właśnie tym jest dla mnie fotografia – połączeniem ułamków sekund z odpowiednim oświetleniem. Cholernie trudna sztuka! Zależało mi na małej głębi ostrości, chciałem też pozostawić między nami niezbędną przestrzeń. Przestrzeń, która sprawi, że fotografowany człowiek nie speszy się świadomością bycia fotografowanym. Nadal będzie sobą. Bez pozowania. Udawania. Dlatego zdecydowałem się na teleobiektyw 70-200mm. Problemem była konieczność fotografowania pod światło. No i te ułamki, nie do powtórzenia już nigdy. Zrobiłem tylko jedną klatkę. Oto ona.

Aparat: Canon 5d mark II

Obiektyw: 70-200mm 2.8

Ogniskowa: 200mm

Czas naświetlania: 1/250s

Przysłona: 3.2

ISO: 100

Kliknij w zdjęcie żeby zobaczyć powiększenie!

gauchoSMALL

Wszystkie fotograficzne piątki TUTAJ!

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *