Ludzie barwni jak motyle

Dziś nieco o polskich misjonarzach, których mieliśmy szczęście spotkać w Argentynie. Każdy z nich jest inny, i każdy ma swoje historie do opowiedzenia. Prócz „profesji” łączy ich to, że są bardzo barwnymi ludźmi. Barwnymi niczym motyle.

**********************************************************************************************************

-Szczęść Boże ojcze!

-Nie jestem twoim ojcem!

(Ojciec) Seweryn od razu postawił sprawę jasno i konkretnie. Wszystkie jego działania takie są – konkretne. W Puerto Libertad w prowincji Missiones przebywa od czterech lat – wcześniej pracował w Buenos. Odprawia nabożeństwa, chrzci, grzebie, ślubów także udziela. Niby codzienne obowiązki – ale pozbawione rutyny. Prócz Libertad i okolicznych miejscowości (Wanda, Esperanza) jeździ tez do wiosek w dżungli. Ludzie cenią go za poczucie humoru i pomoc. Dzieciaki przychodzą nie tylko wtedy gdy rozdaje im cukierki. Krzykną Hola Padre! Zapytają co tam słychać. Często słychać klaskanie. Gdy przychodzisz do kogoś w Polsce naciskasz na dzwonek lub pukasz. Tutaj się klaszcze. Więc słychać codziennie prawdziwe owacje przed drzwiami. Ludzie potrafią przyjść ze wszystkim.

-Padre, daj nam trochę lodu do termosu!

-Do Terere? (Yerba zalewana lodowatą wodą)

-Si, do Terere

Obowiązków dużo, a Padre jest sam (wikary jest na urlopie w Polsce) , no może niezupełnie sam – ma niewolnika. Tak nazywa pół żartem, pół serio Juliana, miejscowego niepijącego alkoholika. Jego żona przysłała go, aby pomagał księdzu. Julian pomaga i w sprawach ducha i ciała. Służy jako zakrystian. Jest świetnym kucharzem. Najczęściej jednak nie słyszy pochwał, taki system wychowawczy. W końcu zdarza się mu także nawalać, znikać na kilka dni, zaniedbywać obowiązki. Padre Sewerino nie przyzna się do tego, ale bardzo się o niego troszczy. Kiedy na chwilę trafił do szpitala, odwiedził go dwa razy jednego popołudnia.

– I jak, spotkałeś się z tym na górze? Nie chciał Cię?

– No.

– My też Cię nie chcemy, ale jeszcze trochę się z Tobą pomęczymy.

Któregoś wieczoru Padre Sewerino zabrał nas na kolację do zaprzyjaźnionej rodziny. Dowiedzieliśmy się wówczas o zwyczaju w jaki świętuje się tutaj piętnaste urodziny dziewczynek. Jest to wyjątkowy dzień – na tyle wyjątkowy, że wynajmuje się salę, kupuje wystrzałową sukienkę i celebruje niczym jednoosobowe wesele – tort o północy, tańce, życzenia, śpiewy i zabawy. W wieku piętnastu lat dziewczynki w Argentynie uznaje się za pełnoletnie (chłopcy muszą poczekać jeszcze 2 lata – i nie mają żadnej imprezy). Rodziny niektórych dzieci potrafią się z tej okazji nieźle zapożyczyć. Córki Maria i Daniela – mają tę uroczystość już za sobą. Trzecia córka – Kelia, zamiast hucznej potańcówki wolałaby udać się na jakiś czas do Polski. Ta bystra dwunastolatka wygrała ogólnoargentyński konkurs czytania w języku polskim – a nie ma nawet polskich korzeni. Jeśli ktoś z was chciałby jej pomóc w zrealizowaniu jej marzenia – dajcie cynk, może razem uda się coś zdziałać.

**********************************************************************************************************

– Padre, to jak im idzie ten polski?

– Tak jak wam hiszpański.

(czyli wybitnie średnio)

Padre Jerzy prowadzi w Buenos Aires szkołę sobotnią dla dzieci Polonii. Prócz języka dzieciaki uczą się między innymi geografii i historii Polski. Od 1999 roku sprawuje też funkcję kapelana ZHP w Argentynie. Od szesnastu lat na misjach w Ameryce Południowej. Jego przywiązanie do młodzieży przejawia się miedzy innymi w organizacji wyjazdów młodzieżowych w góry, ale także tych do Polski – dla dzieci z rodzin polonijnych – by mogły uczyć się języka. Sam nie powie, ale wiemy, że otrzymał Złoty Krzyż Zasługi od Prezydenta RP w 2004 roku za krzewienie kultury polskiej i pracę społeczną. Skromny człowiek.

Pochodzi z Podhala, dokąd chyba czasem tęskni. Śledzie w zalewie i barszcz czerwony przechodzą odprawę celną w Argentynie opisane jako „Books”. Gdy dzwoni jego komórka rozlega się polski hymn. Kiedyś zapomniał zmienić dzwonek na czas pobytu w Polsce i w autobusie ludzie popatrzyli na niego mocno zdziwieni – chyba nie bardzo rozumieli.

Padre zawsze pochłonięty obowiązkami (rektora Polskiej Misji Katolickiej w Buenos Aires) znalazł czas, który nam poświęcił w pierwszych dniach na nowym kontynencie. To za jego namową pojechaliśmy najpierw na północ do Missiones, zamiast od razu do Patagonii. W zasadzie zaplanował większość naszej trasy po Argentynie. Jesteśmy mu za wszystko niezmiernie wdzięczni.

Ojciec Herkulan to człowiek-historia wśród polskiej polonii. By

For, something. Quality like cialis reviews they eyebrows to forties think cialis drug using inexpensive even.

przybliżyć jego sylwetkę oraz pracę jaką włożył w tworzenie Misji Katolickiej w Argentynie musielibyśmy znaleźć wydawcę na książkę. Pośród licznych anegdot, które opowiada na uwagę zasługuje ta dotycząca jego podróży do Kanady. Wiele lat temu wzbudził konsternację kasjerek na dworcu autobusowym W Buenos Aires, gdy zapytał o bilety do Toronto. I co? 5 tygodni, i kilkanaście krajów w podróży na północ. Cały czas w habicie.

W Maciaszkowie (bo tak od założyciela klasztoru nazywa się ta dzielnica Buenos Aires) pracują także bracia Jerzy i Piotr, a po sąsiedzku polskie zakonnice prowadzą dom starości dla polonijnych emerytów. Doceniając ich zasługi dla społeczności lokalnej ulica, przy której mieści się klasztor, została przemianowana na Juan Pablo II. Stało się to na tyle niedawno, że na większości map i budynków nadal widnieje stara nazwa, a na lotnisku nie mogli zrozumieć, że adres który podaliśmy na karcie wjazdu mieści się w stolicy.

**********************************************************************************************************

W Argentynie panuje obecnie przedwyborcza gorączka. W prawyborach konkurencję zdeklasowała (ponad 50% głosów) obecnie urzędująca Cristina Fernandez de Kirchner. Nic dziwnego, skoro przed wyborami każdemu uczniowi podarowała laptopa – widzimy ich często na skwerze w centrum Libertad, gdzie uruchomiony został bezprzewodowy Internet. Facebook, Twitter – do tego głównie służą im ofiarowane komputery. Gdy jest ciepło potrafią siedzieć w małych grupach do późnych godzin w nocy. Emeryci też ją cenią – bo walczy o ich prawa. Obecnie w Argentynie ludzie zarabiają stosunkowo duże pieniądze, ale odprowadzana jest minimalna stawka emerytalna. Niektórzy z nich nie zdają sobie z tego do końca sprawy. Gdy zarabiają comiesięcznie 12000 pesos nie myślą o oszczędzaniu, o przyszłości. Dramat zaczyna się po przejściu na emeryturę lub rentę – 1000 pesos miesięcznie. O ile tutaj, na prowincji nie jest to tak odczuwalne, o tyle w Buenos Aires wszystkie ulice oklejone są plakatami wyborczymi.

P.S. Jutro rozpoczynamy podróż na 2 kółkach – no Aga na 3. Ruszamy na południe w stronę Buenos.

**********************************************
Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Argentyna. Bezpośredni link.

Jeden komentarz na temat “Ludzie barwni jak motyle

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *