Małe wielkie Misiones

Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu i sporo się w tym czasie wydarzyło.  Już od miesiąca jesteśmy w podróży, a to skłania do podsumowań. Przejechaliśmy ponad 1500 km dróg i bezdroży, zostaliśmy obszczekani przez setki psów, obtrąbieni  przez tysiące samochodów, zdążył mi minąć katar, który miałam od 3. dnia po przyjeździe (Agnieszka) a Mateuszowi zdążył się zacząć. Przez prawie dwa tygodnie byliśmy uwięzieni pod dachem przez ulewne deszcze (szczęśliwie w czasie złej pogody gościliśmy u ojca Seweryna , a potem u Luisa i Normy – polonusów żyjących w Azarze), wymieniliśmy mnóstwo uśmiechów i „hola!” oraz zadomowiliśmy się w Argentynie. Zostaliśmy niechcący Inez i Mateo. Zdążyliśmy także opuścić prowincję Misiones, o której teraz napiszemy.

Misiones to wąski pasek ziemi na północnym wschodzie Argentyny pomiędzy trzema rzekami – Paraną, Iguazu i Urugwajem wciskający się klinem pomiędzy Brazylię i Paragwaj. Prowincja ta, jedna z najmniejszych w kraju, jest niesłychanie różnorodna i ciekawa. Jest to także miejsce o najbardziej tropikalnym klimacie w Argentynie, nic więc dziwnego że przyciągnęło nas tu w okresie zimnego południowoamerykańskiego przedwiośnia.

Kilkanaście metrów przez Paranę i jesteśmy w Paragwaju

Każdy pewnie zna film Ronalda Joffe „Misja”, który przedstawia historię początków kolonizacji tego terenu. W XVII w. powstało tutaj kilkanaście misji jezuickich krzewiących wiarę chrześcijańską wśród rdzennych  mieszkańców – Indian Guarani. Był to jeden z niewielu w historii przykładów pokojowej koegzystencji dwóch obcych kultur. Powstałe osady były żywymi ośrodkami nie tylko religijnymi, ale również gospodarki i kultury, a także ochroną przed handlarzami niewolników. Niestety sukces misji był także powodem ich zagłady. Rosnące znaczenie zakonu nie było na rękę koronie hiszpańskiej, która oficjalnie usunęła jezuitów z Argentyny w 1767 r. Bez wsparcia i opieki zakonu osady szybko zostały podbite  i obrócone w ruinę. Obecnie pozostałości misji jezuickich zostały objęte ochroną Unesco. Na terenie Argentyny, w prowincji Misiones znajdują się trzy takie ośrodki: Santa Ana, San Ignacio de Mini, oraz Santa Maria. Odwiedziliśmy to ostatnie miejsce i na podstawie ruin bardziej można się domyślać jak to wszystko kiedyś wyglądało.

Kolejny kamień milowy w historii prowincji to imigranci z Europy, którzy przepływali przez ocean pod koniec XIX w., aby zasiedlić niezaludnione dotąd tereny porośnięte w dużym stopniu dżunglą. Dużą rolę w tej „kolonizacji” odegrali imigranci z terenów Polski i Ukrainy. Do teraz w prowincji Misiones łatwo spotkać znajomo brzmiące nazwisko, a europejska jasna karnacja nie jest czymś niezwykłym. Pisaliśmy już o „polskim” mieście Wanda, takich miejsc jest tu więcej. Jednak potomkowie polskich osadników są wierni głównie narodowym symbolom, czy kuchni, bo znajomość języka coraz bardziej zamiera. Wnukowie imigrantów najczęściej są w stanie wypowiedzieć tylko kilka słów w języku polskim. Decyduje o tym brak żywych pomostów łączących ich z tak odległym krajem, w którym najczęściej nigdy nie byli ani oni, ani ich rodzice. A jednak mieszkają tu także ludzie, którzy pielęgnują w sobie uczucie do nieznanego kraju przodków i których wielkim marzeniem jest zobaczenie tego miejsca, o którym słyszeli od dziadków. Dlatego nasza biało-czerwona flaga była często przyczyną wzruszających spotkań z tymi ludźmi, dla których byliśmy przybyszami z „dziadczystego” kraju, namacalnym kontaktem z językiem i współczesną Polską.  Najbardziej w serca zapadło nam przypadkowe spotkanie z Pablo Hajdaczem, który nas zaprosił do swojego domu w malutkiej miejscowości Garruchos na granicy prowincji Misiones i Corrientes.

Paweł Hajdacz

Poznaliśmy także małżeństwo – Normę i Luisa mieszkających w Azarze, którzy przyjęli nas pod swój dach niemal jak rodzinę. Dziadkowie Luisa Raczkowskiego byli Polakami, a on sam pielęgnuje pamięć o Polsce będąc lokalnym współtwórcą Klubu Polskiego i przyjacielem polskiej misji katolickiej w Buenos Aires. Luis i jego mama Rosa byli dla nas nieocenionym źródłem informacji na temat historii polskiego osadnictwa w Misiones oraz dalszych ich losów. Większość z tych ludzi nie do końca zdawała sobie sprawę dokąd płyną statkiem przez długie miesiące. Stany Zjednoczone, czy Argentyna – dla nich nie miało to większego znaczenia. Przybyli tu w nadziei na dostatnie życie. Początki rzeczywiście były trudne,  ale  dzięki ciężkiej pracy oraz współdziałaniu udało się oswoić obcą ziemię. Przybysze z Polski zajęli się głównie wyrębem lasów i rolnictwem, a w szczególności uprawą yerby, która wcześniej naturalnie rosła na tych terenach. Misiones jest praktycznie jedynym miejscem w Argentynie, gdzie możliwa jest uprawa tego niepozornego krzewu, z którego zmielonych liści i gałązek powstaje ulubiony napój mieszkańców Południowej Ameryki.  Jego popularność urasta niemal do rozmiarów kultu i bezsprzecznie zasługuje na osobny wpis. Właśnie nieopodal Azary powstała pierwsza fabryka Yerba Mate, założona przez polskiego emigranta– Juana Szychowskiego. Była ona początkiem firmy La Cachuera, która urosła do rozmiarów jednej z największych w Argentynie, a jej produkty można znaleźć także w Polsce pod nazwą Amanda. Cała galeria z La Cachuery niebawem na portalu Peron 4.

Luis jest w tej szczęśliwej sytuacji, że ma możliwość podróżowania do Europy i odwiedził wraz z żoną Polskę oraz miejscowość rodzinną swoich przodków. Dzięki gościnności tej przemiłej pary poczuliśmy się w pewnym sensie ich rodziną i mamy nadzieję jeszcze ich spotkać. W naszej wdzięcznej pamięci na długo także zostanie przepyszna kuchnia Normy.

Luis

Północną granicę prowincji Misiones stanowi rzeka Iguazu, która tworzy na pograniczu argentyńsko-brazylijskim jeden z największych na świecie zespół wodospadów. Na terenie parku narodowego Iguazu znajduje się ponad 200 (!) wodospadów, a  ich kulminację stanowi Garganta del Diablo, która jest chyba najgorszym miejscem na przekraczanie „zielonej” granicy na świecie. Park narodowy jest też miejscem zamieszkania niesłychanej różnorodności zwierząt i roślin. Wielkie, kolorowe motyle i zabawne zwierzątka Coati to obok wodospadów wizytówka parku. Naturalnie, jako wielka atrakcja wodospady są nieustannym miejscem najazdu tysięcy turystów, co niestety mocno wpływa na charakter tego miejsca. Przechadzając się wyznaczonymi szlakami, wśród uzbrojonych w aparaty oraz foliowe poncza Turistas, mijając coraz to nowe budynki z fast foodem oraz punkty oferujące wycieczki motorówką czuliśmy się bardziej jak na Krupówkach niż w środku dziewiczej dżungli. Ruch turystyczny także nie pozostał bez wpływu na zwierzęta. Pierwsze okrzyki „ patrz jaki śmieszny zwierzak” zastąpił niesmak po dłuższej obserwacji jak bandy „śmiesznych zwierzaków” dobierają się do koszów na śmieci i wyrywają torby z zakupami turystkom, przeganiane raz po raz przez znudzonych pracowników parku. Pomimo tych negatywnych odczuć wodospady wywarły na nas niesamowite wrażenie. Naturalnie my także pstrykaliśmy fotki jak najęci (ale przynajmniej bez foliowych poncz), no i oczywiście Mateusz na koniec stwierdził, że nie mamy ani jednego dobrego zdjęcia.

Misiones stanowił początek naszej podróży przez świat i nie był to początek najłatwiejszy. Pofałdowana powierzchnia prowincji tworzy następujące po sobie jedno za drugim  kilkudziesięciometrowe wzniesienia, ciągnące się chyba w każdym możliwym kierunku. Nieźle dały nam odczuć ciężar naszego bagażu, stąd początkowo nasze przebiegi dzienne były wyjątkowo mizerne (choć nadal, nieco na wyrost tłumaczyliśmy zainteresowanym, że dziennie przejeżdżamy „cien kilometros” czyli 100 km).

Biwak nad rzeką Urugwaj przy posterunku straży granicznej

Urugwaj to naprawdę potężna rzeka. Po drugiej stronie brzegu Brazylia.

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Argentyna. Bezpośredni link.

3 komentarzy na temat “Małe wielkie Misiones

  1. Super zdjęcia i opisy. Piękne widoki wodospadów i rzeki. Bardzo za Wami tęsknimy, ale Wigilia już nie długo :) Kochamy Was. Do zobaczenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *