plecak thule capstone 40

Nigdy nie lubiłem plecaków z siatką dystansową na plecach. Z tym większą rezerwą podchodziłem zatem do plecaka Capstone 40 szwedzkiej marki Thule. Zdecydowałem się go jednak zabrać na miesięczną wyprawę przez Peru i Boliwię. Był ze mną na pięciotysięczniku, na dachu samochodu 4×4 pokonywał wysokogórskie płaskowyże, gubił się w kolonialnych miastach pamiętających czasy Inków oraz stawiał opór wodzie zbierającej się na dnie niewielkiej dłubanki w boliwijskiej Amazonii. Słowem – musiał się sprawdzić w górach, w dżungli i w mieście. Czy mu się to udało?

Thule Capstone40

Capstone klasyfikowany jest przez producenta jako plecak trekkingowy. Posiada dużą komorę, do której możemy się dostać od góry – dzięki zaciąganemu stoperem kominowi oraz od dołu. Komora ta nie jest jednak dzielona tak jak ma to miejsce w dużych plecakach turystycznych. Na górze znajduje się klapa z zamykaną na suwak sporą kieszenią. Klapy niestety nie można odpiąć – jest wszyta na stałe. Dwie pojemne kieszenie z masywnej siatki znajdują się po bokach. Kieszenie te są na tyle duże, że bez problemu mieszczą butelkę 0,75l CamelBak albo 0,7 butelkę z filtrem LifeStraw. Na froncie jest bardzo pojemna kieszeń do której można wsuwać przedmioty od góry – nie jest zamykana. Niemal od początku byłem pewien, że będzie to moja ulubiona kieszeń – nie myliłem się. Mieściła teczkę z dokumentami, dużą butelkę wody, wodoodporną kurtkę oraz małą apteczkę – wszystko było zawsze pod ręką, a przecież o to w takich kieszeniach chodzi. Na froncie, po obu stronach dużej kieszeni znajdują się wytrzymałe taśmy z otworami, w które można wpiąć karabinki, tym samym zwiększając możliwość przypięcia dodatkowego ekwipunku. Nie korzystałem z nich ale takie rozwiązanie na klasyczne daisy chain przypadło mi do gustu. Na dużą uwagę zasługuje system nośny, który pomimo konstrukcji opartej o siatkę dystansową jest regulowany w naprawdę dużym zakresie (10 cm). Po maksymalnym rozciągnięciu systemu nośnego plecak leżał jak ulał a wszystkie elementy, z pasem biodrowym na czele znajdowały się dokładnie tam gdzie powinny (mam 200 cm wzrostu). Szelki są wyprofilowane, zaopatrzone w taśmę piersiową, w której niestety brakuje mi gwizdka. Miękki pas biodrowy z jednej strony posiada zapinaną na zamek, dosyć pojemną kieszeń, z drugiej uniwersalny zaczep, do którego można dopinać dodatkowe akcesoria: kieszenie, uchwyt na kije trekkingowe, etc… Plecak usztywniony jest przez mocno wyprofilowany aluminiowy stelaż. Uszyty jest z nylonu, który w trakcie wyprawy nie wykazywał żadnych śladów zużycia, poza miejscem, w którym stykał się ze stelażem (narażonym na tarcie) – lekko się strzępił. Ponadto impregnacja materiału od wewnątrz pod koniec wyprawy sprawiała wrażenie delikatnie zużytej – nie łuszczyła się i nie odpadała ale wyraźnie pożółkła. W zestawie znajduje się wodoodporny pokrowiec w jaskrawym kolorze. Cały plecak jest perfekcyjnie uszyty i dopracowany, waży 1,33 kg – do zaakceptowania.

 

Słowem podsumowania

Plecak nosi się bardzo wygodnie, system nośny efektywnie przenosi ciężar pakunku na biodra. Bez większego szwanku zniósł wszystkie przygody ale jego naturalnym środowiskiem będą zapewne kilkudniowe trekkingi górskie (ja z powodzeniem zszedłem z nim na dno kanionu Colca) Pomimo pierwszych obaw bardzo go polubiłem – także ze względu na jego dopracowanie. Posiada tylko te elementy, które powinien – bez grama zbędnych gadżetów. Jest prosty i wygodny w obsłudze – dokładnie taki jaki powinien być plecak trekkingowy. Używałem już tak dużej ilości modeli niemal wszystkich godnych zaufania producentów dostępnych na rynku, że niewiele z nich jest w stanie wywrzeć na mnie wrażenie. Thule Capstone się to udało.

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *