Pocztówka z Ushuaia

„Ale tu brzydko!” – to pierwsze słowa jakie wyrwały się Mateuszowi po dotarciu do Ushuaia. Miasto szczycące się mianem fin del mundo, czyli końca świata, przyciąga podróżników jak magnes. Nawiasem mówiąc jak każde hasło reklamowe mija się z prawdą, bo dalej na południe znajduje się chociażby Puerto Williams należący do Chile. Jechaliśmy tu długi czas znosząc najróżniejsze przeciwności losu, a ostatnie 30 km w zacinającym deszczu i przejmującym wietrze. A tu takie rozczarowanie… Panorama miasta przedstawiała chaotyczną szarość budynków rozsianych na wznoszących się nad zatoką zboczach ośnieżonych gór. Po bliższym zapoznaniu z budownictwem tego miasta doszliśmy do wniosku, że to największa samowolka architektoniczno-urbanistyczna jaką kiedykolwiek widzieliśmy. Pomijając to, że ulice pną się tutaj czasem pod nieludzkim kątem, przekraczającym grubo 45 stopni, to trudno odnaleźć jakąś logikę w tym gąszczu dziwnych budynków. Luksusowe wille a’la Gargamel sąsiadują tutaj płot w płot z blaszakami z falistej blachy, albo drewnianymi domkami typu Brda. Gdzieniegdzie wykwitają nieśmiale betonowe mini-blokowiska, a na to wszystko spoglądają ośnieżone szczyty w niemym przerażeniu. Niektóre budynki mają tak przedziwną konstrukcję, że trudno uwierzyć, żeby do ich projektowania przyczynił się ktokolwiek zbliżony do architekta. Do tego każdy z innej bajki. Dobór kolorystyczny także jest mocno nieoczekiwany – wrzosy i pąsy, nasycone zielenie i błękity, a czasem wszystko na raz!

Ale okazało się, że najładniej Ushuaia wygląda od strony portu. A już najlepiej z pokładu polskiego jachtu Selma Expeditions, gdzie mieliśmy wielką przyjemność gościć, dzięki uprzejmości kapitana, Piotra Kuźniara. Trafiliśmy tam gnani marzeniami o jachtostopie na Antarktydę, co okazało się tym razem niemożliwe. Znaleźliśmy za to odrobinę rodzinnej atmosfery wśród mocno przypadkowych załogantów, z których większość żeglugę morską znała tylko z kreskówek o Popey’u. W skład drużyny wchodzili młodzi podróżnicy z Górnego Śląska – Magda i Krzysiek przemierzająca świat wozem terenowym oraz Marcin, który wyrwał się na kilka miesięcy z korporacyjnego garnituru. Z powodu tak miłej gościny nasz pobyt w Ushuaia przedłużył się znacznie i sprawił, że polubiliśmy to miasto. Które pomimo swojej dziwaczności i przypadkowości ma też sporo charyzmy, której jeszcze nie zadeptały tłumy turystów.

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Argentyna. Bezpośredni link.

4 komentarzy na temat “Pocztówka z Ushuaia

  1. Chyba pierwsze zdjęcie z podróży na którym jesteście razem ;) chyba, że coś przeoczyłam :) W dodatku uśmiechnieci :) Super!

  2. patrząc na to zdjęcie domu z zielonym dachem pomyślałem: ale sprytnie ktoś poszopował..
    Powoli czas, żeby zacząć wierzyć we wszystko co się widzi, tak dla zdrowia :)

  3. Widzę, że odwiedzanie Selmy to wśród polskich rowerzystów nowa świecka tradycja. W 2010 kiedy dojechałem rowerem do Ushuaia też zostałem mile przyjęty przez sympatyczną załogę. Pozdrowienia i z żeglarska pomyślnych wiatrów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *