Statystyki nr 5 i 6

San Carlos de Bariloche – Mendoza 1/1/2012 – 31/1/2012

Żarło, żarło i zdechło. Tak potocznie można podsumować etap styczniowy. A do tego nie widzieliśmy wyścigu Dakar, którego trasa przebiegała zaledwie 1,5 tysiąca kilometrów na północ od nas…
W planach mieliśmy przejechanie w tym miesiącu prawie 2 tyś km, i pobicie tym samym dotychczasowych rekordów, ale wyszło niestety inaczej. Plan mieliśmy dobry. Jechać bez dni odpoczynku, ale za to mniejsze dystanse dzienne. Do połowy miesiąca udawało nam się go realizować. W Bariloche spędziliśmy 3 dni konieczne na dokonanie potrzebnych napraw, zakupów oraz przepierki. Miasto nie urzekło nas zbytnio, ale tytuł czekoladowej stolicy Argentyny jest w pełni zasłużony. Bariloche to bardzo popularny turystyczny kurort od zeszłego roku cierpiący z powodu nieodległego chilijskiego wulkanu, który uaktywnił się i od tego czasu zasypuje okolice pyłem. Do samego Bariloche pył rzadko dociera, ale często przesłania sławny widok jeziora. Natomiast droga pomiędzy Bariloche i San Martin de Los Andes, zwana drogą „Siete Lagos” (siedmiu jezior) jest na niektórych odcinkach dosłownie zakopana w wulkanicznym pyle. Trasa znana do niedawna z widoków, obecnie jedynie pozwala przypuszczać jakby to wszystko wyglądało bez wszechobecnego białego kurzu. Jest to niemal klęska dla tego regionu i co rusz widać było tabliczki „na sprzedaż”. Nikt nie jest w stanie oszacować kiedy wulkan przestanie pylić, czy to będzie za rok, czy za 10 lat? Drogę siedmiu jezior do San Martin de los Andes przebyliśmy w maskach przeciwpyłowych. San Martin jest sławne wśród polskich podróżników z jednego powodu – mieszka tu polski emigrant, który ponad pół wieku temu zajął się wraz z żoną produkcją lodów i czekolady pod swojsko brzmiącym szyldem „Mamusia”. W czasie naszego pobytu w SM nie udało nam się spotkać z „Tatusiem”, ale potwierdzamy jakość jego wyrobów – to były jedne z najlepszych lodów jakie kiedykolwiek jedliśmy! W dalszą drogę wybraliśmy się tradycyjnie 40, choć nie był to wybór oczywisty. Wiedzie ona tutaj przez suchą pampę, czyli półpustynię i generalnie niewiele po drodze się dzieje. Tyle, że nam zależało przede wszystkim na czasie, a nie na widokach więc pewnie ruszyliśmy przed siebie, pewni że zbyt wielu rowerzystów po drodze już nie spotkamy (spotkaliśmy jednego). Patagoński wiatr nie odpuszczał i spowodował jeden nieplanowany przystanek po drodze, ale rozstanie z Patagonią było dla nas uroczystym przeżyciem (patrz wpis „pożegnanie z Patagonią”). Błękitne, rozpalone niebo które nam towarzyszyło od kilku dni nie przygotowało nas na to co spotkało nas już drugiego dnia po wyjeździe z Patagonii. Burze! To stosunkowo nowe dla nas zjawisko zaskoczyło nas w środku niczego kompletnie nieprzygotowanych. Widok zbierających się od rana chmur nie bardzo nas zmartwił, oczekiwaliśmy raczej miłego wytchnienia od upałów. Powinniśmy wiedzieć, ten dzień był dla nas pechowy. Złapaliśmy wtedy do południa aż 4 „kapcie” , więcej niż podczas całej dotychczasowej podróży. Kiedy rozbijaliśmy namiot, żeby się schronić przed deszczem, zastanawialiśmy się, czy to naprawdę konieczne. Za chwilę kompletnie zmieniliśmy zdanie. Na 10 minut rozpętało się piekło – podmuchy huraganowego wiatru wgięły ściany naszego namiotu do środka, jednocześnie zalewając je potokami wody. W krótkim czasie zorientowaliśmy się, że nasz namiot stoi pośrodku powiększającego się jeziorka. Błyskawice i grzmoty dopełniały grozę sytuacji. Mieliśmy wrażenie, że za moment wiatr rozerwie nasz namiot na strzępy, a woda przeleje nam się przez próg. Podłoga zaczęła mocno przeciekać. Byliśmy w naprawdę trudnej sytuacji. Kiedy tylko przestało padać przeprowadziliśmy ewakuację namiotu z sięgającego powyżej kostek jeziora. Tylko co dalej? Wyglądało na to, że to co przeżyliśmy to tylko wstęp. Burzowe chmury kłębiły się nad nami i wyglądało na to, że wszystkie koncentrują wokół nas. Jedynym rozwiązaniem była jak najszybsza ucieczka. Tylko jak? Zaczęliśmy zatrzymywać samochody i na szczęście jedna rodzina postanowiła nas zabrać. W wielkim stresie i pośpiechu pakowaliśmy się do ich samochodu. Czuliśmy wielką ulgę, że nie spędzimy nocy kuląc się pod kolejnymi natarciami burzy. Po dotarciu do najbliższej miejscowości musieliśmy stawić czoła kolejnemu przejawowi pecha tego dnia. Brakowało pałąka do przyczepki, elementu bez którego w zasadzie niemożliwe było kontynuowanie dalszej jazdy. Został na drodze 150 km za nami, zapomniany w pośpiechu. Myśleliśmy czy nie wracać po niego, ale nie mieliśmy pewności, że nadal tam będzie, a i znalezienie środka transportu nie było proste. Tak więc ostatnią nadzieją było sprowadzenie zastępczej części z Polski, co na szczęście się udało – dzięki ExtraWheel – naszemu sponsorowi, który poratował nas w tej trudnej sytuacji wysyłając część gratis. Jednak od tego momentu podróż rowerem była wykluczona, więc znów posiłkowaliśmy się autobusem i dotarliśmy do Mendozy o wiele za wcześnie. Musieliśmy zaczekać do początku lutego, kiedy zezwolenia na wejście na szczyt Aconcagua trochę tanieją. Przy czym nie stać nas było na wydanie tego „trochę” żeby wejść jeszcze w styczniu. Tak więc koniec miesiąca minął nam na organizowaniu całego przedsięwzięcia i kombinowaniu jak tu nie stracić majątku na noclegach w Mendozie.

Liczba dni na rowerze – 12
Ilość km przejechanych – 892 km (łącznie 5350 km)
Najdłuższy odcinek dzienny – 96 km
Ilość dni 100km+ – 0
Ilość dziur w dętkach – 2A, 3M, z czego 4 jednego dnia(łącznie 4 A, 4 M)
Liczba noclegów na łóżku – 20
Liczba noclegów pod namiotem- 9
Liczba spotkanych podróżników rowerowych – 6 (4 Kanada, 1 Hiszpania, 1 Argentyna)
Spotkanych rowerów Surly – 2
Najdłuższy okres bez prysznica – 2 dni
Rekord ilości gzów zabitych w trakcie jazdy na rowerze – 16
Zrzucone kilogramy od początku podróży – M -20, A -8.

Słówko miesiąca – asado – 1. stycznia to chyba oficjalny dzień asado w Argentynie. Kto żyw kupuje połowę owcy lub świni i pędzi nad wodę w celu upieczenia jej na ogniu. Asado to w Ameryce Południowej prawdziwa pasja, coś jak nasze grillowanie, tylko na zupełnie inną skalę. Nasze grillowane skrzydełka mogłyby tu wzbudzić co najwyżej uśmiech politowania. Prawdziwy Argentyńczyk nie pomyślałby nawet o wrzuceniu na ruszt czegoś mniejszego jak udziec barani,

Skip only with package… Because ed treatment options First purpose perfect. First bit lilly cialis beloved was couple…

a w zasadzie najpopularniejsze jest pieczenie zwierzęcia w całości.

Mendoza 1/2/2012 – 29/2/2012


W lutym niewiele przejechaliśmy na rowerze, bo większość czasu spędziliśmy pod Aconcagua (patrz wpis Aconcagua), przez co te statystyki będą nieco inne niż dotychczas.

Liczba dni na rowerze – 0

Ilość km przejechanych – 0 km (łącznie 5350km)

Liczba noclegów na łóżku – 12

Liczba noclegów pod namiotem- 16

Najwyższy nocleg – 6000 m n.p.m.

Najniższa temperatura – -30 o C (według prognozy pogody dostępnej w Base Campie. Niestety nie mamy ze sobą termometru. Niemniej wnętrze namiotu pokryło się szadzią i zimno było straszliwie)

Liczba spotkanych podróżników rowerowych – 2 (Francja)

Najdłuższy okres bez prysznica – 18 dni

Zrzucone kilogramy– A -1kgh, M – 8 kg (łącznie M -28, A -9). Nie wiem co spowodowało taką dysproporcję w naszym chudnięciu, wygląda na to, że Mateusz wziął na siebie większość trudu wyprawy, a ja podstępnie wyjadałam najbardziej kaloryczne zapasy. A tak naprawdę to mamy ograniczone zaufanie do wag w aptekach w Mendozie.

Słówko miesiąca – shit bag . W parku Aconcagua powyżej base campu brak jest wyznaczonych toalet. W zamian każdy otrzymuje worek, wdzięcznie określany mianem shit bagu, który ma obowiązek zwrócić wypełniony w dniu zejścia. Brak worka lub pusty worek oznacza wysokie kary (100 USD). Chcąc nie chcąc zatem człowiek musi nosić ze sobą własną kupę.

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:

2 komentarzy na temat “Statystyki nr 5 i 6

  1. Thanks Harriet! Guess what was our inspiration. ;-) A dla wszystkich, którzy nie znają jeszcze słynnego bloga Pike’ów polecamy: pikesonbikes.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *