W ekwadorskiej krainie deszczowców

Nie można uciekać w nieskończoność przed porą deszczową. Nas dorwała w Ekwadorze. Na szczęście w wydaniu raczej spokojnym.  Po prostu trzeba było sobie przypomnieć jak to jest kiedy woda spływa po kasku i twarzy, a buty ślizgają się na pedałach. Pomimo że Ekwador to taki mały kraj mieliśmy niemałą zagwozdkę jak ułożyć jakąś logiczną trasę przejazdu. Ciągnęło nas w góry, ciągnęło nas na wybrzeże, nęciły kolorowe festiwale. Ostatecznie wybraliśmy… WSZYSTKO!

Zwierzęta domowe Ameryki Południowej lubią się dobrze nosić

Cielaki preferowały bardziej praktyczny strój chroniący od deszczu (z Gore-Tex)

Pierwsza ikona Ekwadoru – bananowe plantacje

Akcja społeczna poprawiająca bezpieczeństwo na drodze, inne przewinienia to łyse opony, pisanie SMSów za kółkiem i zabieranie pasażerów poza miejscem wyznaczonym. Jeśli widzisz – denuncjuj!

Banany też się chronią przed deszczem, a tak naprawdę to taka miniszklarnia

A teraz zagadka: Czym różnią się banany z tej fotografii od tych z następnej?

Te pierwsze to zwykłe banany, a te tutaj to banany Chiquita!!!

Kolejna specjalność Ekwadoru to kapelusz… panamski. W czasie naszego pobytu został ogłoszony niematerialnym dziedzictwem kultury Unesco

Najwyższej klasy kapelusz powstaje nawet do 6 miesięcy

Ten po wykończeniu może kosztować do 500 USD

Ten tylko 25, ale najważniejsze jak się nosi!

A teraz już znacie tajemnicę zniewalającego aromatu ekwadorskiego kakao

Dwie migawki z festiwalu Mama Negra z miejscowości Latacunga. Obiecujemy więcej zdjęć niebawem

A tymczasem w dzień targowy kwiczą świnie, ryczą krowy

To także czas biznesowo-towarzyskich spotkań

Dla odmiany, targ rybny – prosto z wybrzeża Pacyfiku

Ryba duża, ale utarg chyba niewielki

Tak wygląda Ekwador z pięciotysięcznego wulkanu Cotopaxi (przynajmniej w dniu kiedy my tam byliśmy)

Trochę wyżej, na Chimborazo, widoki nieco lepsze

Ale też znacznie zimniej

Agnieszkę na szczycie trzepało jak celnik na ukraińskiej granicy

Jesteśmy na 6300 m n.p.m.!

Chwyt marketingowy Chimborazo – to ponoć NAJdalej oddalony szczyt od wnętrza Ziemi (i po co iść na Everest? Wszystko jest względne)

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Ekwador. Bezpośredni link.

8 komentarzy na temat “W ekwadorskiej krainie deszczowców

  1. Rebiata, a wygraną w „polarowym” konkursie to co się nie chwalicie, a? Chyba, że to przypadkowa zbieżność nazwisk i adresu www, ale nie sądzę ;)

    • Byliśmy zaaklimatyzowani 6 miesiącami spędzonymi na wysokości ponad 4tys. m. A kilka dni przed Chimborazo weszliśmy na Cotopaxi. Pozdrawiamy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *