W w Torres del Paine

Siedzimy w Calafate i bombardujemy wpisami – teraz zapraszamy na wędrówkę do Parku Torres del Paine w Chile. Te strzeliste skalne wieże to prawdziwy symbol chilijskiej Patagonii. Po dojechaniu rowerami z Ushuaia w okolice Rio Grande złapaliśmy rowerostopa (nazywamy tak pojazdy, które zabierają nas na stopa z rowerem) do Punta Arenas. Chcieliśmy podjechać tylko kilkanaście kilometrów, ale takiej okazji trudno powiedzieć „nie”. W mieście wylądowaliśmy o 1 w nocy w dzielnicy nocnych klubów. Na szczęście udało nam się oddzielić ziarno od plewa i okazało się, że jeden z nich był hotelem, w którym spędziliśmy noc. Rano wyruszyliśmy na rowerach w stronę Puerto Natales, gdzie (po potyczkach z huraganem) dotarliśmy po trzech dniach. W parku przeszliśmy klasyczną trasę tzw. „W” (od kształtu ścieżki) pokonując ok. 110 km piechotą. Na trasie doszło do kolejnego spotkania polsko-polskiego. Tym razem byli to starsi panowie dwaj, jak sami się określali, którzy uparcie deptali nam po piętach przez całą drogę, a także wspomogli słodkościami. Koniec wstępu, czas na fotografie:

Jeszcze Polska nie zginęła! Wiatr daje w kość też naszej fladze. Jeśli ktoś wybiera się w nasz rejon to może by nam taką przywiózł? Zawsze zostaje opcja przerobienia chilijskiej (pod spodem)

Miejsce rozbicia namiotu trzeba wybierać roztropnie. W przeciwnym wypadku rano może nie być konieczności jego zwijania

Droga do parku wiedzie poprzez poprzecznie prążkowany szutr, potocznie nazywany tarką.

Budzisz się rano w namiocie a tutaj…

I o wschodzie

A gdzie równouprawnienie?

Ktoś nam sklonował namiot?

Drugie podejście pod wieże okazało się pogodowo skuteczne. W trakcie 5 dni tylko chwilami padało i sypało.

Przedstawiamy Państwu Tiziaki, czyli saharyjsko-polarne niedźwiedzie o imieniu Tizziriffi i Sin. W wielu miejscach już z nami były, i miejmy nadzieję, że jeszcze w wielu będą. Podoba im się. Pozdrawiają was!

Lodowiec Grey

Strzeżcie się głupawki! Może dopaść każdego i wszędzie

Guanaco nie zawsze się strzeże…

Mały mejking of, czyli drugie

Absolutely hairstyle roll shipping http://www.verdeyogurt.com/lek/cialis-20-mg/ Tri-Retinol conditioners hair it.

wspólne uśmiechnięte zdjęcie. Może być? Siostra?

Z buta też jest fajnie (czasem)

W

Chyba tylko Robb pamięta…

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Chile. Bezpośredni link.

10 komentarzy na temat “W w Torres del Paine

  1. Cyba nie tylko. Jeszcze ten, kto to zakładał i ci, którzy do dziś z koralikami jeżdżą.
    Piękne zdjęcia, fascynująca wyprawa. Gratulacje.

  2. Fajni jesteście, że się odważyliście..osobiście porwalibyśmy się na taki czyn, na razie inspirujemy się Wami mentalnie;), ale kto wie…może, może. Z tą różnicą, że z nami byłby jeszcze nasz czworonożny:)który do tej pory wszędzie z nami daje radę. Pozdrawiamy i powodzenia dalej!!:)

  3. Pozdrowienia od jednego ze starszych panow. Uwazajcie na siebie i do nastepnego spotkania, moze, kiedys,koniecznie.

    • Dziękujemy za życzenia. My jeszcze nie wiemy gdzie przyjdzie spędzić nam święta. Może w Chile, może w Argentynie. Pozdrawiamy!

  4. Siódme zdjęcie to mój idol :) Jaką mieliście pogodę przez te dni? Mówi się, że wierze nieczęsto odsłaniają się w całości, a bywają całe tygodnie kiedy ich nie widać…

    • Pogodę mieliśmy bardzo dobrą! Wręcz idealną – jedynie trochę śniegu na jednym kempingu właśnie pod Torres. Podejścia pod ścianę robiliśmy 2 i za drugim razem się udało! Pozdrawiamy, gdzie jesteście teraz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *