Walkabout. Rowerem przez Canning Stock Route

Część z was już pewnie wie, że w tym roku udało mi się przejechać szlak Canning Stock Route. Solowo. Nie, to głupie określenie! Samotnie – pasuje nieco lepiej. Ale tylko nieco. Bo często w życiu jest tak, że na sukces jednej osoby pracują dziesiątki. Wspierają finansowo, dobrym słowem, modlitwą czy myślą. Wierzę, że mój sukces, to tak naprawdę zwycięstwo każdego z was. Każdego kto choć w najmniejszym stopniu przyczynił się do powodzenia tej karkołomnej wyprawy.

Nawet gdy w naszym życiu pojawił się Franek – nasz syn, ja czułem, że muszę to zrobić. Muszę pojechać w serce australijskiej pustyni by jeszcze raz zmierzyć się z drogą. Bo tym razem, tak banalnie – to właśnie droga była celem. Dlaczego? A raczej DLACZEGO? Nie znoszę tego pytania, bo nie znam na nie odpowiedzi. Wiele innych pytań zrodziło się tam – w tej absolutnej pustynnej ciszy. Pytań, których nie zadajemy sobie na co dzień – bo brak nam odwagi? Bo nie mamy czasu? Bo jesteśmy wolni od tych wszystkich cywilizacyjnych bodźców zapychających głowę?

Nie odpowiem zatem i sobie i wam dlaczego wróciłem na Canning Stock Route. Nie teraz. Jeszcze nie wiem.

Wiem, że gdyby nie Aga z Frankiem i wspierającą ją rodziną, gdyby nie oni to wszystko to, co przeżyłem nie miałoby sensu. Żadnego. Dziękuję wam za to całe wsparcie. Siłę. I SENS.

 

Dziękuję każdemu z was kto wysłał mi sms na szlak – dodał otuchy, mobilizował, albo napisał, ze inspiruję. Dziękuję za wszystkie zaproszenia od Bałtyku po Bieszczady – napiszcie tylko adresy – przyjedziemy! :)

Dziękuję o. Tomaszowi i o. Stanisławowi z polskiej parafii w Perth za pomoc, cierpliwość, wiarę i odbieranie telefonów od Policji z Halls Crek w mojej sprawie

Dziękuję też:

  • Całej Polonii – rodzinnej i fantastycznej – jesteście Perth-ect! Po prostu
  • Wszystkim kierowcom spotkanym na szlaku – za życzliwość i trzymanie kciuków
  • Thanks to Scott from Porcelain Rocket for the perfect bicycle bags prepared specially for me
  • Włodkowi z wrocławskiego serwisu rowerowego PM Rider za przygotowanie koła i mocowania przyczepy. Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć jakiekolwiek problemy z rowerem – udajcie się do Włodka – on wie o nich wszystko
  • Ekipie Polartec bez ich pomocy przy pierwszej próbie druga nie byłaby możliwa
  • Panu Jackowi za ultralekki i niezawodny ekwipunek The North Face
  • Panu Jakubowi z HMBB za wypożyczenie panelu solarnego Bruntona
  • Pani Katarzynie z Canon Polska za wypożyczenie aparatu G15
  • Pani Laurze z Lyo Food za liofilizaty, które udało się przeszmuglować przez australijską granicę
  • Asi i Jakubowi za pomoc w zorganizowaniu ładowarki

Na pewno o kimś zapomniałem. Wybaczcie!

 

 

I jeszcze kilka słów:

Żyjemy w czasach, w których podróżowanie stało się niewiele trudniejsze od oglądania świata przez Google Earth. Każdy może podróżować i stać się nowożytnym odkrywcą. Każdy z nas też, w jakiś sposób finansuje swoje wyprawy. Wierzę, że podróż ma zupełnie inny smak gdy kosztuje wiele wyrzeczeń. Gdy każdą zarobiona złotówkę oglądamy dwa razy zanim ją wydamy. Choć szukanie sponsorów jest kuszące, a crowfundingowe zbiórki wydają się jedną z łatwiejszych furtek –nadal finansuję swoje podróże z oszczędności i pieniędzy, na które pracuję w najróżniejszy sposób – również publikacjami i sprzedażą fotografii. Zdecydowaliśmy się z Agą napisać książkę. Obiecujemy, że włożymy w nią masę pracy, która warta będzie każdej złotówki, nawet tej oglądanej wiele razy. W związku z tym nie będę publikował na stronie przemyśleń czy podsumowań. Oczywiście jak zawsze możecie liczyć na wyczerpujące informacje praktyczne i sprzętowe. Tymczasem zapraszamy was do kiosków i na prelekcje – gdy tylko pojawią się jakieś nowe publikacje dam wam znać. Wierzę, że to uczciwe rozwiązanie i zrozumiecie moją decyzję.

Dzięki!

P.S. To nie koniec świata! Pamiętacie?

 

IMG_3335

 

Jeśli uważasz, że warto się tym podzielić, to te guziki pomogą:
Ten wpis wrzuciliśmy do szuflady: Australia. Bezpośredni link.

4 komentarzy na temat “Walkabout. Rowerem przez Canning Stock Route

  1. Gratuluję przejścia, parę miesięcy temu na skype rozmawialiśmy o CSR i o Waszej pierwszej próbie. Gratuluję jeszcze raz tego wspaniałego wyczynu!!!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *